CO LUDZIE ✍️ CO LUDZIE 🗣️

AGA Mam wrażenie, że obecna władza postawiła przede wszystkim na igrzyska: tu śpiew, tam zabawa, wszędzie głośno, kolorowo i imprezowo. Udział w festiwalach, koncertach, wydarzeniach plenerowych i kolejnych uroczystościach ma sprawiać wrażenie, że w gminie wiele się dzieje i że władza jest aktywna. Problem w tym, że mieszkańcy nie żyją wyłącznie festynami. Oczekują przede wszystkim rozwiązywania codziennych problemów, inwestycji, sprawnej infrastruktury i konkretnych działań, które realnie poprawią jakość ich życia. Imprezy mogą być potrzebne i integrować lokalną społeczność, ale nie powinny zastępować odpowiedzialnego zarządzania gminą. Bo choć na scenie jest głośno i wesoło, mieszkańcom z każdym kolejnym nierozwiązanym problemem jest coraz mniej do śmiechu.

Arek z Marek Tak źle w Blachowni jeszcze nie było jak do tej pory dzisiaj przejeżdżając z ulicą starowiejską widziałem jak radny z tej okolicy kościół sam przystanki ubrał się w kamizelkę swoją prywatną kosą obkasza swój rejon. A co na to inni radni czy też tak będą robić ciekawe co zrobi mój radny z osiedla. 

Mieszkaniec drugiego sortu Zapiszmy to na zawsze, bo zdarza się rzadko, jak buta mej władzy idzie przez błotko :

Heliocentryczna Ballada o Blachowni

W Blachowni dzisiaj Kopernik płacze,
Bo nowe gwiazdy na niebie skaczą!
Oto Cezary, Słońce Jedyne,
Promieniem swoim tuli gminę.
Wokół Cezara – w tanecznym pędzie –Wszystko, co żywe, kręcić się będzie: flesze aparatów, rolki na fejsie,
By burmistrz miał jak najlepsze miejsce.

Refren: Fabryka Mediów od rana pyli,
Byśmy się w prawdzie nie pomylili!
Różowy lukier na każdą dziurę,
Pakujmy w złotko całą naturę!

Siedzą na sesji radni w powadze,
By hołd złożyć najwyższej władzy.
Edyta Mandryk porządku strzeże,
W swą mądrość wielką głęboko wierzy.
Gdy burmistrz czyta nudne papiery,
Nikt nie zapyta o żadne afery.
Czy on rozumie, co tam nastukał?
Mniejsza o sens to!
Piękna nauka!
Mieszkańcom sprytnie kaganiec dano,
By na debacie nic nie pytano.
Bo gdyby naród zaczął coś mącić,
Mógłby harmonię gwiazd na dół strącić!
Lecz nagle z mroku, niczym zła wróżka,
Szymańska rzuca liczby z fartuszka!
I czar pryska, gasną kamery,
Bo wyszły na jaw straszne numery!
Dług na mieszkańca? Skoczył do góry!
Z tysiąca pięciuset w dłużnicze chmury!
Dwa trzysta na łeb – ot, i nowina,
Tak oto rośnie bogata gmina!
A sam urzędas droższy dwukrotnie,
Z trzystu na siedemset pięćdziesiąt istotnie!
Za co płacimy? Za gębę w kadrze?
Za to, że burmistrz uśmiecha się ładnie?
Lecz hitem sesji, dumą Cezara,
Jest tajemnica, co szafę szarpie!
Program cyfrowy, co w szafie leżał,
Kupiono znowu! Kto by uwierzył?
„To wina tamtych! Musiałem kupić!”
Tak można tylko naród ogłupić.
Gdy coś już mamy, kupmy to znowu,
Wszak budżet gminy nie zna umiaru!
Przepadły miliony, wiszą już kary,
Kanalizacji brak – ot, ciężary!
Lecz w blasku fleszy, w medialnej pianie,
Nikt nie usłyszy o tym pytania.
Są piękne od radnych kwiaty, uśmiech, oklaski,
Cezary spija wyborców łaski.
A rachunek za ten cyrk premium srogi
Zapłacą dzieci, wnuki i drogi.

Paweł z C…. Kto korzysta z zakupionych zabawek w ramach polskiego ładu na wodny tor przeszkód i gdzie właściwie się znajduje?! Burmistrz wydał miliony złotych, których oczywiście nie pozyskał, ale przejeść przejadł!! No to burmistrzu gdzie jest wodny tor przeszkód?! Czy to prawda, że został udostępniony innemu podmiotowi i dlatego mieszkańcy naszej gminy zobaczą te atrakcje jak świnia niebo?!!!

Ostro-wianin Moi sąsiedzi z Biegańskiego przejrzeli na oczy nie ukrywają, że głosowali na Osińskiego a teraz zastanawiają się kiedy im za to odpadnie ręką którą głosowali. Ludzie obudźcie się. Osiński na razie otwiera i to z opóźnieniem to co praktycznie zbudowała Szymańska. Zadłużył gminę za zgodą swoich radnych i radnych Kolman. Gąsiorski z Cisia jakoś o tym już nie trąbi. Na sesji mam wrażenie, że radni mogą tylko zabierać głos jeśli chcą pochwalić Osińskiego. Ludzie zapomnijcie o basenie, o blokach też nie będzie, remont drogi Sienkiewicza czy remont przy przejeździe na drodze krajowej, który sobie przypisuje burmistrz to nie jego zasługa. Ulica Sienkiewicza jest powiatową drogą a remont przy przyjeździe robi główna dyrekcja dróg z Warszawy.  Niestety za 2,5 roku do wyborów nie będzie co zbierać w tej gminie. Mało tego podejrzewam, że prócz pani Ujmy kolejnej zbawczyni Blachowni i może pani Janas nikt odpowiedzialny nie zechce brać stery w gminie Blachownia. No cóż chciałoby się powiedzieć wybraliście no to macie.

Właściciel tego bloga nie zawsze zgadza się z opiniami autorów komentarzy

Z NIEPOKOJEM OBSERWUJE CO SIĘ DZIEJE W NASZEJ GMINIE – PISZE SYLWIA SZYMAŃSKA

Z niepokojem obserwuje co dzieje się w naszej gminie. Mam wrażenie, że obecne władze. nie mają spójnej wizji rozwoju Blachowni!!! Decyzję, które są podejmowane, to raczej pojedyncze, niespójne działania, których konsekwencje nie zostały należycie przeanalizowane. Trudno mówić o przemyślanej strategii, gdy kilka lat temu blokowano budowę mieszkań czynszowych w lokalizacji lepiej przygotowanej infrastrukturalnie, a dziś forsuje się budowę ogromnego osiedla na końcu wąskiej, wiejskiej ulicy. To nie wygląda na planowanie rozwoju, lecz na działania pozbawione konsekwencji i długofalowego myślenia. Rozwój jest potrzebny. Potrzebujemy nowych mieszkań, nowych mieszkańców, inwestycji i rozwiązań, które pozwolą młodym ludziom zostać w naszej gminie. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy pod hasłem rozwoju próbuje się realizować inwestycję całkowicie oderwaną od miejsca, jego charakteru i możliwości istniejącej infrastruktury.

Bo czy naprawdę ktoś uważa, że osiem budynków wielorodzinnych i około dwustu mieszkań przy ulicy Kopalnianej w Łojkach to dobry pomysł ? Łojki, czy Konradów są wsiami.  To nie osiedla miejskie, ani kolejne dzielnice Częstochowy, ale spokojne miejscowości, których największymi zaletami są przestrzeń, cisza i sąsiedztwo lasu. Wielu mieszkańców właśnie dlatego zdecydowało się tutaj zamieszkać. Kupowali działki, budowali domy i inwestowali oszczędności całego życia, licząc na to, że okolica zachowa swój kameralny, wiejski charakter.

Nikt, decydując się na mieszkanie na wsi, nie robi tego po to, aby po kilku latach obudzić się z blokowiskiem pod oknami. Dlatego trudno zrozumieć, dlaczego około dwustu mieszkań ma powstać właśnie przy ulicy Kopalnianej — wąskiej, bocznej drodze mającej około pięciu metrów szerokości, otoczonej domami jednorodzinnymi, polami, łąkami i lasem. Nie trzeba być urbanistą, ani inżynierem, by dostrzec, że coś tutaj się nie zgadza. Wystarczy przyjechać na miejsce. Trudno uwierzyć, że właśnie tę lokalizację wybrano pod jedno z największych nowych osiedli mieszkaniowych w gminie.

Najważniejsze pytanie brzmi więc: dlaczego właśnie tutaj? (red. moim zdaniem obecna władza gminy burmistrz i radni przez ponad 2 lata nic szczególnego nie zrobili dla mieszkańców. Nie rozpoczęli żadnej nowej inwestycji, o obiecanym basenie nie wspomnę i teraz w połowie kadencji się „pali” jest pośpiech, aby przed ludźmi pokazać, że coś chce się zrobić.)

W moim przekonaniu znacznie bardziej odpowiednim miejscem pod taką inwestycję była część działki położona między Domem Pomocy Społecznej a ośrodkiem zdrowia. To teren bliżej centrum Blachowni, usług publicznych, placówek ochrony zdrowia i istniejącej infrastruktury. Zabudowa wielorodzinna znacznie lepiej wpisywałaby się tam w otoczenie i odpowiadała codziennym potrzebom przyszłych mieszkańców.
Tymczasem dziś wybiera się miejsce, które z miejską zabudową wielorodzinną nie ma nic wspólnego.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że szukano nie lokalizacji najlepszej, lecz po prostu działki, na której najłatwiej będzie narysować osiedle.

Cała sytuacja jest tym bardziej niezrozumiała, gdy przypomna wydarzenia sprzed prawie trzech lat. Wspólnie ze Spółdzielnią Mieszkaniową w Blachowni rozpoczęliśmy wtedy działania zmierzające do budowy nowych mieszkań czynszowych w Blachowni. Była koncepcja, partner posiadający doświadczenie w zarządzaniu budynkami oraz realna możliwość pozyskania wielomilionowego finansowania.
Zamiast merytorycznej dyskusji spłynęła na nas fala hejtu. Do najbardziej zdecydowanych przeciwników należały osoby, które dziś zarządzają gminą.
W konsekwencji inwestycja nie została zrealizowana, a spółdzielnia utraciła promesę opiewającą na kilkadziesiąt milionów złotych. Mieszkania, które mogły powstać w Blachowni, w miejscu znacznie lepiej przygotowanym do zabudowy wielorodzinnej, nie powstały.
Dziś ci sami ludzie przekonują mieszkańców, że wielkie osiedle jest gminie potrzebne. Tyle, że tym razem ma ono powstać nie w Blachowni, w sąsiedztwie usług i infrastruktury, lecz na peryferyjnej, wiejskiej ulicy w Łojkach.  (red. punkt widzenia zależy od punktu siedzenia?)
Jak więc rozumieć tę zmianę stanowiska? Dlaczego wcześniej budowa mieszkań czynszowych była powodem do ataków i krytyki, a dziś osiem bloków przy nieprzystosowanej ulicy przedstawia się jako konieczny rozwój? Co zmieniło się przez ten czas — poza tym, kto obecnie sprawuje władzę?

I nie chodzi o sprzeciw wobec mieszkań komunalnych, społecznych czy czynszowych. Jestem wielkim zwolennikiem ich budowy. Uważam też, że osobom znajdującym się w trudnej sytuacji lokalowej należy pomagać. Gmina powinna rozwijać zasób mieszkaniowy i tworzyć warunki do pozostania w niej młodych rodzin. Pomoc nie może jednak oznaczać budowania osiedla tam, gdzie od początku brakuje podstawowej infrastruktury.
Przy ulicy Kopalnianej nie ma zbiorczej kanalizacji, ani sieci gazowej. Pojawiają się zatem informacje o konieczności budowy lokalnej oczyszczalni ścieków. Ogrzewanie osiedla będzie zapewne w znacznej części uzależnione od energii elektrycznej.
Czy istniejąca sieć energetyczna wytrzyma jednoczesne ogrzewanie około dwustu mieszkań?
Czy przeprowadzono odpowiednie analizy techniczne?
Kto zapłaci za niezbędną modernizację sieci, budowę przyłączy, urządzeń sanitarnych i ewentualnej stacji transformatorowej?
Inwestor, gmina czy ostatecznie wszyscy mieszkańcy?

Podobne pytania dotyczą komunikacji. Około dwustu mieszkań oznacza setki nowych mieszkańców i prawdopodobnie co najmniej kilkaset dodatkowych samochodów. Tymczasem ulica Kopalniana jest drogą stworzoną na potrzeby rozproszonej zabudowy jednorodzinnej. Gdzie będą parkować przyszli mieszkańcy? Czy liczba miejsc postojowych będzie wystarczająca? Czy samochody nie zaczną zajmować poboczy i blokować wąskiej jezdni? Czy straż pożarna, pogotowie i inne służby ratunkowe będą mogły bezpiecznie dotrzeć do każdego budynku? Te pytania powinny zostać zadane i rozstrzygnięte przed wydaniem decyzji, a nie dopiero wtedy, gdy osiedle będzie już zamieszkane. Wątpliwości budzi również sama skala przedsięwzięcia. Według informacji przedstawianych przez gminę liczba osób oczekujących na lokale komunalne i socjalne jest wielokrotnie niższa niż liczba planowanych mieszkań. Skąd zatem pomysł budowy około dwustu lokali? Czy przeprowadzono badanie rzeczywistego zapotrzebowania? Czy wiadomo, na jakich zasadach mieszkania będą przyznawane albo wynajmowane? Czy będą to lokale komunalne, socjalne, czynszowe, mieszkania w formule SIM lub TBS? Czy zbadano, ilu mieszkańców rzeczywiście będzie zainteresowanych zamieszkaniem w miejscu pozbawionym kanalizacji, sieci gazowej i dogodnego dojazdu?

Bo mieszkanie to nie tylko klucze, cztery ściany i uroczyste przecięcie wstęgi. To również koszty ogrzewania, transport, dostęp do szkoły, lekarza, sklepów i komunikacji publicznej. Szczególnie uważnie należy przeanalizować skutki środowiskowe. Teren planowanej inwestycji jest dziś łąką i gruntem rolnym. Przyjmuje wodę opadową, stanowi naturalny bufor między lasem a zabudową oraz jest miejscem bytowania i przemieszczania się zwierząt. Po wybudowaniu bloków, parkingów, chodników i dróg wewnętrznych duża część tej powierzchni zostanie uszczelniona. Woda, która dotychczas wsiąkała w ziemię, nie zniknie. Zacznie spływać w inne miejsca, w tym w kierunku sąsiednich nieruchomości.

Czy wykonano rzetelną analizę hydrologiczną? Czy zbadano poziom wód gruntowych? Czy oceniono ryzyko podtopień istniejących domów?
Gdzie będą odprowadzane wody opadowe i ścieki bytowe ?
Takich kwestii nie można rozstrzygać na podstawie zapewnień, że „jakoś to będzie”. Potrzebne są konkretne ekspertyzy, obliczenia i rozwiązania przedstawione mieszkańcom przed wydaniem decyzji. Nie można także pominąć wpływu inwestycji na wartość istniejących nieruchomości. Dom położony przy spokojnej, wiejskiej ulicy i lesie ma inne walory niż dom znajdujący się obok bloków, parkingów, intensywnego ruchu oraz instalacji oczyszczającej ścieki. Mieszkańcy budowali swoje domy legalnie i w zaufaniu do stabilności działań samorządu. Nie powinni teraz ponosić finansowych i życiowych konsekwencji decyzji, na które nie mieli żadnego wpływu. W tym wszystkim najważniejsze jest zaufanie. Samorząd powinien działać przewidywalnie. Powinien stosować te same standardy niezależnie od tego, kto zgłasza projekt i kto aktualnie sprawuje władzę. Trudno zaakceptować sytuację, w której kilka lat temu racjonalna inwestycja mieszkaniowa w Blachowni spotkała się z agresywnym sprzeciwem, a dziś znacznie większe przedsięwzięcie w nieprzystosowanej części Łojek przedstawia się jako oczywistą konieczność.

Mieszkańcy są wzburzeni i zaniepokojeni – nie sprzeciwiają się rozwojowi, Sprzeciwiają się rozwojowi pozornemu — takiemu, który nie uwzględnia infrastruktury, środowiska, charakteru miejscowości i interesu ludzi już tam mieszkających. Wieś nie jest gorszą wersją miasta. Ma własną tożsamość, skalę i rytm życia. Jeżeli ktoś wybiera mieszkanie na wsi, najczęściej robi to właśnie dlatego, że nie chce żyć między blokami, parkingami i zatłoczonymi ulicami. Nie można ludziom najpierw sprzedawać wizji spokojnego życia przy lesie, a następnie urządzać im pod oknami miejskiego osiedla. Dlatego przed podjęciem nieodwracalnych decyzji należy zapytać: czy naprawdę najlepszym miejscem dla tak dużej inwestycji jest wąska, wiejska ulica Kopalniana? Dlaczego odrzucono wcześniejszą możliwość budowy mieszkań w lepiej przygotowanej części Blachowni?

Dlaczego spółdzielnia musiała utracić kilkudziesięciomilionową promesę, a dziś gmina chce ponosić koszty uzbrojenia terenu, który do takiej zabudowy nie jest przygotowany? I wreszcie — czy w tej sprawie chodzi rzeczywiście o dobro przyszłych mieszkańców, czy jedynie o to, aby za wszelką cenę zrealizować jakąkolwiek inwestycję? Rozwój nie polega na tym, żeby z miasta zrobić wieś ani żeby ze wsi zrobić miasto. Nie piszę tego po to, by kogokolwiek krytykować. Krytyka sama w sobie niczego nie buduje. Piszę dlatego, że coraz bardziej niepokoi mnie brak długofalowej wizji rozwoju naszej gminy i utracone szanse.
A najbardziej martwi mnie to, że skutki nieprzemyślanych decyzji nie obciążą osób, które je podejmują. Zapłacimy za nie wszyscy – mieszkańcy. W kosztach rozbudowy infrastruktury, w utrudnieniach komunikacyjnych, w problemach środowiskowych, w spadku wartości nieruchomości, a przede wszystkim w utracie tego, co przez lata stanowiło o charakterze naszej gminy.

Moja zasada zarządzania gminą opierała się na idei, że samorząd powinien patrzeć nie tylko na najbliższą kadencję, ale przede wszystkim
na przyszłość. Wspólnie z radnymi i urzędnikami podejmowaliśmy działania z myślą o następnych latach. Bez wizji i strategii nawet najlepsze intencje mogą prowadzić do decyzji, których konsekwencje będziemy odczuwać przez pokolenia.

Red. Pani Sylwio mam nieodparte wrażenia, że chodzi o szum medialny. Niech ludzie mówią jak ten burmistrz się stara, że czuwa nad wszystkim jak przystało na dobrego gospodarza domu, że nie da on zrobić krzywdy nikomu, że Blachownia ponownie powita pielgrzymkę legnicką, że gmina będzie walczyć z barszczem Sosnowskiego, a potem usłyszymy, jak w przypadku kanalizacji, – „za krótki termin, że się nie da”. Chodzi o to, aby przed wyborami mieszkańcy widzieli, że burmistrz jednak chce zrobić dla gminy. 

3 zdjęcie źródło KWW Cezary Osiński Wspólnie dla Gminy Blachownia

SPOKOJNIE TO TYLKO… POWAŻNA AWARIA

Od dzisiaj praktycznie od północy mieszkańcy ul. Sportowej, Korczaka oraz Żeromskiego 2 są pozbawieni wody. To poważna awaria na Sportowej 4, która powtarza się co roku. Ostatnia awaria w tym miejscu była w marcu 2025 roku.

Rury azbestowe nie wytrzymują napięć podziemnych. Zgodnie z opinią Światowej Organizacji Zdrowia i Głównego Inspektoratu Sanitarnego picie wody przesyłanej rurami azbestowo-cementowymi jest uznawane za bezpieczne. Azbest staje się rakotwórczy wyłącznie przy wdychaniu jego włókien w postaci pyłu. Natomiast badania nie potwierdziły zagrożenia dla układu pokarmowego w przypadku jego spożycia z wodą. Krajowy program zakłada usunięcie wyrobów zawierających azbest do końca 2032 roku. Naprawa awarii przy ul. Sportowej ma potrwać do godz. 12 – informują wodociągi częstochowskie.

LUDZIE Z KOPALNIANEJ NIE ZGADZAJĄ SIĘ NA BUDOWANIE BLOKÓW MIESZKALNYCH POD ICH DOMAMI

Po zamieszczeniu tego obwieszczenia 

drogą mailową odebrałem kilka uwag od mieszkańców z ul. Kopalnianej. To jedna z nich bardzo merytoryczna 

Panie Marku ! Prosimy o nagłośnienie tej sprawy. Chodzi o sposób traktowania mieszkańców przez urząd gminy Blachownia i jej burmistrza. Otóż dowiedzieliśmy się przez przypadek , bo obwieszczenie jest ukryte na bip, oświadczam, że nikt z nami nie rozmawiał, a my się nie zgadzamy wobec planowanej budowy ośmiu budynków mieszkalnych wielorodzinnych przy ul. Kopalnianej. Rozpoczęliśmy już  zbieranie podpisów pod protestem i przygotowujemy pisma do Pana Burmistrza Blachowni, Rady Miejskiej, Wojewody Śląskiego oraz Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Z opublikowanego obwieszczenia przez Pana Burmistrza Osińskiego wynika, że prowadzone jest postępowanie dotyczące wydania decyzji o warunkach zabudowy dla inwestycji obejmującej budowę ośmiu budynków mieszkalnych wielorodzinnych wraz z infrastrukturą techniczną na fragmencie działki nr 367/1.
Podkreślamy,  że nie sprzeciwiamy się rozwojowi miasta ani budownictwu mieszkaniowemu. Sprzeciwiamy się natomiast lokalizacji tak dużego osiedla bloków w miejscu, które od wielu lat ma charakter zabudowy jednorodzinnej.
Podkreślamy nikt nas nie zapytał o zdanie. Największe oburzenie budzi fakt, że o planach dowiedzieliśmy się dopiero z obwieszczenia. Tak ważna decyzja dotycząca przyszłości całej okolicy nie powinna zapadać bez rozmowy z mieszkańcami. To my będziemy ponosić skutki tej inwestycji przez następne dziesięciolecia mówią to także moi sąsiedzi. Naszym zdaniem planowana inwestycja oznacza nie tylko budowę nowych mieszkań, ale przede wszystkim trwałą zmianę charakteru tej części Blachowni. To nie jest jeden blok tylko całe osiedle. W przestrzeni publicznej często mówi się o „budowie bloków”, podczas gdy w rzeczywistości postępowanie dotyczy aż ośmiu budynków wielorodzinnych, to inwestycja o skali, która całkowicie odmieni tę część gminy. Obawiamy się między innymi ogromnego wzrostu ruchu samochodowego, problemów z parkowaniem, przeciążenia lokalnych dróg, zwiększonego hałasu, pogorszenia bezpieczeństwa naszych dzieci,
przeciążenia sieci wodociągowej i kanalizacyjnej, utraty prywatności mieszkańców domów jednorodzinnych i co ważne spadku wartości nieruchomości.
Zastanawiamy się dlaczego wybrano właśnie tę lokalizację? W Blachowni istnieją rejony, w których od lat funkcjonuje zabudowa wielorodzinna i gdzie taka inwestycja byłaby bardziej spójna z istniejącym zagospodarowaniem.
Oczekujemy wyjaśnienia, jakie przesłanki zdecydowały o wyborze ul. Kopalnianej zamiast terenów, które już dziś mają charakter osiedli wielorodzinnych.
Wśród uwag od mieszkańców jakie otrzymuje pojawiają się również pytania dotyczące wcześniejszych dyskusji o lokalizacji zabudowy wielorodzinnej w innych częściach Blachowni. Podobne pomysły były wcześniej totalnie krytykowane m.in. przez obóz Pana Osińskiego i nie zostały zrealizowane. W związku z tym domagamy się jasnej odpowiedzi, czy wszyscy mieszkańcy gminy są traktowani według tych samych zasad oraz czy przy wyborze lokalizacji kierowano się wyłącznie przesłankami urbanistycznymi i interesem publicznym, jeżeli w przeszłości argumentem przeciwko budowie bloków była m.in. ochrona jakości życia lub wartości okolicznych nieruchomości, to takie same argumenty powinny być brane pod uwagę również w odniesieniu do naszej ulicy Kopalnianej. Zapowiadamy również informowanie mediów lokalnych i ogólnopolskich o przebiegu sprawy oraz o sposobie, w jaki rozpatrywane będą  nasze uwagi. Ta sprawa nie dotyczy wyłącznie jednej inwestycji – to sprawdzian tego, czy głos mieszkańców ma jeszcze znaczenie. Rozumiemy potrzebę budowy mieszkań, ale rozwój miasta nie może odbywać się kosztem jednej społeczności i bez poszanowania istniejącego ładu przestrzennego. Oczekujemy transparentnych decyzji i jednakowego traktowania wszystkich mieszkańców Blachowni Będziemy konsekwentnie monitorować postępowanie i walczyć o to, aby te terenu pozostały zabudową jednorodzinną – to słowa kolejnego mieszkańca ul. Kopalnianej. 
Jeszcze inny mieszkaniec zastanawia się czy wykonano szczegółowe badania geologiczne i geotechniczne, czy uwzględniono wpływ dawnej działalności górniczej na możliwość bezpiecznej realizacji inwestycji,
jakie będą koszty przygotowania terenu pod budowę, kto poniesie koszty ewentualnego wzmocnienia gruntu lub dodatkowych zabezpieczeń,
czy analizowano ryzyko związane z warunkami gruntowymi.
-Tak duża inwestycja powinna być poprzedzona pełnym przedstawieniem wyników badań i analiz, tak aby zarówno przyszli mieszkańcy, jak i obecni właściciele nieruchomości mieli pewność, że inwestycja nie będzie stwarzać zagrożeń , nie naruszy stosunków wodnych ani nie będzie powodować dodatkowych obciążeń dla gminy to trzeci głos jaki dotarł na moją pocztę.
Komentarz
I pomyśleć, że jeszcze przed wyborami Cezary Osiński podnosił larum nie zgadzając się, aby Urząd Miejski, wtedy z ówczesną burmistrz Sylwią Szymańską, wraz ze Spółdzielnią Mieszkaniową budowali bloki za ośrodkiem zdrowia dodajmy także w pobliżu domków jednorodzinnych. Czyżby punkt widzenia zależał od punktu siedzenia?

CO LUDZIE ✍️ CO LUDZIE 🗣️

OSA  Dajcie sobie panowie spokój”, czyli Blachownia w teatrze absolutorium, promocji i wielkiego samorządowego. W Blachowni coraz trudniej oprzeć się wrażeniu, że samorząd osiągnął najwyższy etap rozwoju administracyjnego: układ heliocentryczny, w którym w centrum znajduje się burmistrz Cezary Osiński, a wokół niego krążą komunikaty, zdjęcia i sukcesy — i to właśnie ta koncentracja władzy oraz przekazu wokół jednej osoby stanowi główny problem opisywany w tym tekście.

Mieszkańcy? Teoretycznie są ważni. Urząd? Oczywiście, istnieje.  Radni? Formalnie reprezentują mieszkańców.  Pracownicy? Ktoś przecież musi przygotować scenografię do kolejnych odcinków serialu pod tytułem: „Burmistrz działa”.

A nad wszystkim unosi się jeszcze profesjonalna warstwa lukru: Fabryka Mediów. I tu nawet ironia nie musi się specjalnie wysilać, bo rzeczywistość sama napisała najlepszy żart. Firma od promocji nazywa się dokładnie tak, jak wygląda cały mechanizm: fabryka przekazu, fabryka obróbki wizerunku, fabryka pakowania zwykłej administracyjnej codzienności w złotko sukcesu.

Z informacji publicznej wynika, że to nie jest niewinna zabawa w ładne zdjęcia i sympatyczne wpisy. Płacimy za rzetelne informowanie wspólnoty, czy za budowanie starannie wypolerowanego portretu burmistrza?

Bo jedno to komunikacja publiczna — konkretna, przejrzysta i potrzebna. A drugie to wizerunkowa taśma produkcyjna, na której każda czynność urzędu przechodzi przez lakiernię, filtr upiększający i dział pakowania emocji.

Tu zdjęcie. Tam rolka. Tu „ważne spotkanie”.
Tam „kolejny sukces”. Tu wstążki ! Jeszcze tylko odpowiedni kadr, bez słów i mamy kolejny produkt dnia: burmistrz w wersji premium.

Tylko że rzeczywistość ma tę przykrą cechę, że czasem wychodzi poza kadr. I właśnie wtedy zaczyna być ciekawie.

Debata nad absolutorium przebiegała nader sprawnie. Tak sprawnie, że można było odnieść wrażenie, iż najważniejsze jest nie to, aby cokolwiek wyjaśnić, ale żeby całość bezpiecznie przeprowadzić przez sesyjny rytuał.

Pan burmistrz czytał sprawozdanie. Długie, urzędowe, pełne paragrafów, punktów, podpunktów, rozdziałów, podrozdziałów i całej tej administracyjnej ornamentyki, która ma sprawiać wrażenie powagi, nawet wtedy, gdy słuchacz zaczyna podejrzewać, że sam sprawozdawca nie do końca rozumie, co przedstawia.

Można było odnieść wrażenie, że dokument przygotował dział finansów, a burmistrz pełnił funkcję lektora. Głos był, kartki były, paragrafy były. Zabrakło tylko przekonania, że osoba czytająca rzeczywiście panuje nad tym, co referuje.

Ale żeby było jasne — nie tylko burmistrz wyglądał na osamotnionego w tym morzu urzędowej treści. Sądząc po dociekliwości części radnych, można było przyjąć, że oni również nie do końca wiedzieli, o czym właściwie mowa. Było więc uroczyście, formalnie i bezpiecznie. Tak bezpiecznie, jak tylko może być wtedy, gdy nikt nie zadaje zbyt wielu pytań, nad porządkiem czuwała Przewodnicząca Rady, Edyta Mandryk, kto jak kto ale ona ,, zna „ się na samorządzie, przynajmniej tak jej się wydaje. Oczywiście wszystko w granicach prawa. Formalnie poprawnie. Regulaminowo. Elegancko.

Na mieszkańców nałożono kaganiec dotyczący zadawania pytań w debacie. Wszystko po to, aby uchronić sesję przed paraliżem logistycznym i potencjalnym blokowaniem obrad przez przypadkowe osoby. Tych osób było zapewne tak wielu, że trzeba było wprowadzić rygorystyczne wymogi formalne. Gdyby nie to, być może Blachownia stanęłaby na krawędzi ustrojowego chaosu.
Mi nasunęło się pytanie. Dlaczego lokalna władza tak bardzo boi się pytań? Czy naprawdę chodzi wyłącznie o kwestie porządkowe? Czy może jednak o coś więcej? Może o strach przed krytyką w blasku kamer.
Może o wygodne unikanie konfrontacji.
Może o ochronny parasol rozłożony nad Osinskim, aby najważniejsza debata w roku przebiegła możliwie spokojnie, przewidywalnie i bez zbyt wielu nieprzyjemnych faktów.
Bo fakty mają jedną nieprzyjemną cechę: nie zawsze dają się dobrze opakować promocyjnie.
Nie mieszczą się w rolce. Nie wyglądają dobrze na zdjęciu. Nie pasują do narracji o nieustannym paśmie sukcesów.

A jednak, mimo starannie ustawionej sceny, bolesne fakty padły. Padły w wolnych wnioskach. I pokazały coś, czego żaden filtr, żaden montaż i żadna Fabryka Mediów nie przykryje: za błyszczącą fasadą promocji kryją się realne problemy, realne zaniedbania i realne pieniądze.

I tu pojawiły się liczby, których nie da się przykryć żadnym komunikatem.
Szymańska wyliczyła jasno: zadłużenie gminy w przeliczeniu na jednego mieszkańca wzrosło z około 1500 zł do 2300 zł. To nie jest kosmetyczna zmiana. To jest skok, który pokazuje kierunek, w jakim zmierza polityka finansowa.
Jeszcze ciekawiej wygląda koszt funkcjonowania samego urzędu. Z poziomu około 300 zł na mieszkańca wzrósł do 750 zł. Czyli ponad dwukrotnie. I tu pojawia się pytanie: co dokładnie mieszkańcy dostali w zamian za ten wzrost?

Więcej usług? Lepszą obsługę? Większą przejrzystość?
Czy może więcej komunikatów, zdjęć i materiałów promocyjnych?

A kiedy zaczęto drążyć temat, pojawiło się tłumaczenie burmistrza Osińskiego. Wszystko — jak usłyszeliśmy — przez program komputerowy. Program, który… był w szafie. Program, którego — jak wynikało z tej wypowiedzi — nie trzeba było kupować, bo już istniał. A jednak został kupiony.
Trudno o lepszą metaforę zarządzania publicznymi pieniędzmi.
Najpierw coś mamy. Potem uznajemy, że jednak nie mamy.
Następnie kupujemy to ponownie.
A na końcu tłumaczymy, że to konieczność i wina poprzedników.
I wszystko to dzieje się w czasie, gdy rośnie zadłużenie i rosną koszty funkcjonowania urzędu. No, ale nikt bogatemu nie zabroni.

A Blachownia, jak wiadomo, jest tak bogata, że może sobie pozwolić na medialne opakowania, rosnące koszty administracji, rosnące zadłużenie i decyzje, które trudno racjonalnie wytłumaczyć. Przynajmniej tak można wnioskować z praktyki, bo przed wyborami Cezary Osiński bardzo bał się zadłużenia gminy. Po wyborach ten lęk najwyraźniej cudownie osłabł.

A kto i kiedy ten dług spłaci?

Cóż, to pytanie najwyraźniej nie psuje nikomu nastroju. Na pewno nie tym, którzy dziś podejmują decyzje. Spłacać będą przecież mieszkańcy. Obecni, przyszli, ich dzieci, a może nawet ci, którzy jeszcze nie wiedzą, że zostaną podatnikami samorządowego spektaklu.

Coraz częściej można mieć wrażenie, że radni w Blachowni nie są od kontrolowania burmistrza, tylko od zatwierdzania tego, czego burmistrz oczekuje. Mają głosować tak, jak życzą sobie rządzący. Mają podnosić rękę, nie zadawać za dużo pytań, nie psuć atmosfery i nie zakłócać harmonii lokalnego układu słonecznego.

Bo przecież w układzie heliocentrycznym planety nie dyskutują ze słońcem. Planety krążą.

I właśnie dlatego debata nad absolutorium, zamiast być realną rozmową o stanie gminy, zamienia się w rytuał potwierdzający władzę. Burmistrz czyta. Radni słuchają. Przewodnicząca pilnuje porządku. Mieszkańcy mają ograniczone możliwości zadawania pytań. A promocja robi swoje. Są kwiaty, są zdjęcia, są komunikaty o sukcesie.
Wszystko wygląda sprawnie. Wszystko wygląda elegancko.
Wszystko wygląda profesjonalnie. Tylko że wygląd to nie rzeczywistość. Bo za pięknymi komunikatami pozostają pytania:

Dlaczego rosną koszty funkcjonowania urzędu?
Dlaczego zadłużenie na mieszkańca rośnie tak szybko?
Dlaczego kupuje się rzeczy, które — jak się okazuje — już były?
Dlaczego mieszkańców ogranicza się formalnościami w najważniejszej debacie roku?
Dlaczego promocja władzy działa sprawniej niż rozmowa o realnych konsekwencjach decyzji? Co z kanalizacją ? Kto zapłaci kary za niespełnienie dyrektywy unijnej? Dlaczego zrezygnowano z 5 mln złotych na ważne zadanie ??
I teraz sedno : Blachownia nie potrzebuje lokalnego monarchy. Nie potrzebuje dworu, rytuałów, ukłonów i opowieści o tym że burmistrz jest supermenem. Nie potrzebuje również medialnej lakierni, która za publiczne pieniądze będzie polerować każdy komunikat tak długo, aż zwykły obowiązek urzędu zacznie wyglądać jak historyczne dokonanie jednego człowieka.
Potrzebujemy normalnie działającej instytucji.
Takiej, w której burmistrz rozumie sprawozdanie, które przedstawia.
Takiej, w której radni rozumieją, nad czym głosują.
Takiej, w której przewodnicząca rady nie musi chronić władzy przed pytaniami mieszkańców.
Takiej, w której promocja nie zastępuje zarządzania.
Takiej, w której pieniądze publiczne wydaje się z głową, a nie z myślą o następnym komunikacie, samorząd to nie scena teatralna. Nie prywatny profil społecznościowy. Nie kampania reklamowa jednego człowieka. Nie serial promocyjny z burmistrzem w roli głównej.

Samorząd to odpowiedzialność !!! Za budżet. Za inwestycje. Za koszty urzędu.
Za długi. Za decyzje. Za mieszkańców.
Jeśli po zgaszeniu fleszy, wyłączeniu kamer i zakończeniu kolejnego promocyjnego spektaklu okazuje się, że gmina ma rosnące zadłużenie, rosnące koszty administracji i decyzje, które trudno racjonalnie wyjaśnić, to problemem nie jest brak komunikacji.
Problemem jest nadmiar propagandy i niedobór odpowiedzialności.
Mieszkańcy mają prawo pytać : o Fabrykę Mediów. O pieniądze. O koszty urzędu. O zadłużenie. O absolutorium. O milczenie radnych.
O to, kto naprawdę zarządza Blachownią —
A prawdziwy lider nie musi codziennie udowadniać, że jest słońcem. Nie musi świecić za wszystkich i podpisywać swoim cieniem każdej sprawy w gminie. Nie musi też opierać swojej pozycji na medialnej maszynerii, która przekonuje ludzi, że zwykłe obowiązki urzędu są epokowymi dokonaniami. Prawdziwy lider buduje urząd, który działa również wtedy, gdy jego samego nie ma na zdjęciu , bo jeśli po zgaszeniu fleszy instytucja wygląda dużo gorzej niż na fotografii, to problemem nie jest brak światła. Problemem jest to, kto stanął przed reflektorem — i kto za publiczne pieniądze ustawia całą scenę.
Przywróćmy Blachowni normalność !!!

dzt Może ten pan powie co się stało z fontannami pływającymi co były na drugiej stronie

mieszkaniec-drugiego-sortu  Panie Marku! Polecam niech pan sprawdzi czym się zajmował nowy prezes OSIR

PK Mieszkańcy Blachowni, czas spojrzeć prawdzie w oczy ! Czy wy naprawdę macie jeszcze wpływ na to, co dzieje się w waszej gminie? Bo coraz bardziej wygląda to tak, jakby Blachownia była tylko szyldem, a najważniejsze decyzje zapadały gdzie indziej.
Urząd Miejski w Blachowni coraz mniej przypomina urząd dla mieszkańców Blachowni. Coraz więcej stanowisk zajmują osoby spoza naszej gminy, a „desant” z Wręczycy Wielkiej jest tak widoczny, że wystarczy spojrzeć na parking — rejestracje SKL mówią same za siebie.
Jeżeli prezesem OSIR zostanie jeszcze ktoś nie z Blachowni, to będzie jasny sygnał: mieszkańcy Blachowni nie są już partnerami w decydowaniu tylko widzami. Macie płacić podatki, chodzić na wybory, słuchać obietnic, a potem patrzeć, jak stanowiska i wpływy trafiają do ludzi z zewnątrz, a kasa z podatku do sąsiednich gmin. To nie jest normalne. To nie jest samorząd blisko mieszkańców. To jest przejmowanie Blachowni po kawałku.
Blachownia powinna być w rękach mieszkańców Blachowni —a nie należeć do układów, znajomości i politycznych importów. Ale nam Cezary zafundował los !!!

U-GRA Pięknie napisane! Rzeczowo, z szacunkiem do mieszkańców i do władzy też, bez obrazy. Władza błędnie rozumie definicję słowa-oszczędzać. Dla nich oszczędzanie to ekonomia własnych sił, zaangażowania w rozwój Blachowni, oszczędzanie swoich umiejętności, swojego talentu(po prostu jego nie maja), oszczędzanie zainteresowaniem potrzeb mieszkańców. A pożyczanie pieniędzy dla obecnej władzy jest czymś normalnym, przecież wszyscy pożyczają. Jak można nazwać oszczędzaniem-zatrudnienie jeszcze 20 dodatkowych pracowników, i a nie jednej inwestycji nie uzyskanej w takim licznym gronie? Albo podwyżka w prawie w dwa razy wynagrodzenia dla przewodniczącej komisji alkoholowej? A „Trzy dni Blachowni”, za pierwszy dzień w ogóle był wstyd, przekleństwa ze sceny było słychać aż w Konopiskach. To też w ramkach oszczędzania? Mieszkańcy Blachowni mają prawo wiedzieć ile urząd zapłacił za te „Trzy dni Blachowni”. Władza bawi się i trwoni pieniądze. A następne pokolenia będą tylko płacić za tą zabawę.

M2S Jedyny wykonawca tej inwestycji znany jest już od 2025 roku, według oficjeli ratusza nie ma innej firmy, która mogłaby sprostać postawionym wymaganiom w związku z czym i wynagrodzenie musi być słuszne. Panie Marku ostatnimi czasy w ogólnopolskich mediach mówiło się na temat tzw. kilometrówek wśród posłów i senatorów. W terenie nazywa się to podróż służbowa krajowa podkreślam krajowa bo wyjazdu do Dani nie ma w tym sprawozdaniu. A co w tym temacie w naszym urzędzie. Dostępne sprawozdania za 2025 i 2026 rok pokazują następujące fakty : Gdy spojrzy się w dokumenty, można odnieść wrażenie, że w pierwszym kwartale w budynku Urzędu Miejskiego hulał głównie wiatr. Dlaczego? Ponieważ urzędnicy zorganizowali sobie prawdziwe, ogólnokrajowe tournée! Skarbnik Gminy, planując budżet na cały 2026 rok, pomyślał: „Dobra, na delegacje krajowe damy im bezpieczne 76 tysięcy złotych. Spokojnie starczy na paliwo i diety do grudnia”. Urzędnicy spojrzeli na te wyliczenia, uśmiechnęli się pod nosem i powiedzieli: „Potrzymaj mi kawę”. W zaledwie trzy pierwsze miesiące roku wyjeździli w Polskę dokładnie 68 701,40 złotych! Wydali prawie 91% całorocznych oszczędności na podróże. W tym tempie, budżet na delegacje skończył się mniej więcej wtedy, gdy na trawnikach w Blachowni topniał pierwszy śnieg. Można złośliwie założyć, że od kwietnia urzędnicy na spotkania do Katowic jeżdżą… autostopem albo miejskim rowerem. Skok wydatków rok do roku jest tak gigantyczny (wzrost o blisko 300%!), że mieszkańcy mogą zacząć snuć niesamowite teorie spiskowe, no chyba, że nowi pracownicy (wzrost z 43 do 62 etatów) byli masowo delegowani do urzędów wojewódzkich, marszałkowskich lub centralnych w celu domykania procedur, pozyskiwania decyzji czy uzgodnień projektowych. Sam fakt, że Urząd Miejski w Blachowni w I kwartale 2026 roku wydał na delegacje aż 68 701,40 zł , nie pozwala na automatyczne postawienie zarzutu o nadużycia. Może to być wynik nadzwyczajnej intensywności obiektywnych zadań, których efektów nie widać ale spoko do końca roku daleko. Jedno jest pewne – zima 2026 roku w gminie Blachownia była wyjątkowo dynamiczna, a lokalni urzędnicy udowodnili, że żadna droga (i żaden budżet) nie są dla nich za długie! PS. Na szkolenia nie jeździli, tam budżet obcięli o prawie 13 tysięcy zł.

Właściciel tego bloga nie zawsze zgadza się z opiniami autorów komentarzy.

WYMOWNE ZDJĘCIE OD PANA JACKA

Trzech ratowników wodnych i dwóch kąpiących się – takie zdjęcie podesłał mi pan Jacek.
No cóż tak czasami bywa.
Proszę jednak zauważyć ile zarabia burmistrz Cezary Osiński, a ile przez dwa lata zrobił dla mieszkańców Blachowni.

„DAJCIE SOBIE PANOWIE SPOKÓJ” CZYLI WRACAMY DO SESJI ABSOLUTORYJNEJ

„Dajcie sobie panowie spokój” – Debata nad absolutorium przebiegała nader sprawnie. Pan burmistrz czytał sprawozdanie, które dla niego ktoś przygotował posługując się wieloma paragrafami, punktami podpunktami, rozdziałami, podrozdziałami itp. Odniosłem wrażenie, że to sprawozdanie zostało przygotowane przez dział finansów, a sam sprawozdawca nie do końca rozumiał co przedstawia. Sądząc po dociekliwości samych radnych, również można przyjąć, że oni także nie do końca wiedzieli o czym mowa. Przewodnicząca Rady Edyta Mandryk oczywiście w granicach prawa nałożyła na mieszkańców kaganiec względem zadawania pytań w debacie. Chroniła sesję przed paraliżem logistycznym i potencjalnym blokowaniem debaty przez przypadkowe osoby. Było ich tak wielu, że nie wahała się wprowadzić rygorystycznych wymogów formalnych. No, ale tak mogła. Z punktu widzenia zwykłego człowieka wyglądało to jakbyśmy uczestniczyli przynajmniej w obradach Parlamentu Republiki Konga gdzie wysokość budżetu nikomu nie była znana, a już z całą pewnością sposób w jaki budżet ten wydano. Dlaczego nasza władza boi się zadawania pytań? Czyżby oprócz kwestii porządkowych było coś jeszcze? Czyżby to strach przed krytyką w blasku kamer, a może wygodne unikanie konfrontacji? Wszystko jednak wskazuje na to, że był to parasol ochronny dla lokalnych włodarzy, pozwalając im kontrolować przebieg najważniejszej debaty w roku. Nie uniknęli jednak bolesnych faktów, które padły w wolnych wnioskach. Mimo wszystko mam pretensję do Michała Bednarczyka, byłego pracownika UM w Blachowni. Moim zdaniem mało precyzyjnie i zrozumiale przedstawił on Radzie i mieszkańcom gminy Blachownia konsekwencje niedotrzymania wymogów tzw. „aglomeracji ściekowej”. Szanowny panie Michale podał pan deadline, którym jest koniec 2027 roku, ale nie do końca wyjaśnił co się stanie jeżeli nasza gmina w tym terminie nie zrealizuje 98 procentowego skanalizowania swojego terenu. Mało tego – do końca 2027 roku Gmina musi udowodnić, że prawie wszystkie ścieki komunalne na terenie aglomeracji trafiają do sieci i zbiorczej oczyszczalni. Jeżeli tak się nie stanie Wody Polskie nałożą na nią wysokie kary administracyjne. Gmina straci też bezpowrotnie szanse na dotacje unijne, a mieszkańcy, niekompetencje wybranych urzędników będą musieli pokryć ze swoich podatków, które mogłyby być przeznaczone na zupełnie inne zadania, inwestycje. Mówimy tu szacunkowo o kwocie 5 mln, której nie chciał nasz burmistrz Cezary Osiński i oddał do Urzędu Marszałkowskiego w Katowicach, a którą to kwotę już w następnym roku będzie zmuszony wyłożyć na budowę kanalizacji. Jeżeli tego nie zrobi to Wody Polskie nałożą na Blachownię drakońskie kary. No, ale nikt bogatemu nie zabroni. A burmistrz jak opowiada nie boi się referendum. Zatem trwa za zgodą radnych zaciągnie kolejnych  kredytów, a kto i kiedy go spłaci zdaje się, że dla obecnej władzy nie jest to najistotniejsze.Michał Bednarczyk mówił o utraconych szansach na pozyskanie dofinansowań z różnych źródeł i o tym co nasza gmina mogła zyskać i co straciła. Cisza jaka zapanowała po tym monologu odczytuje w dwojaki sposób: po pierwsze, ktoś pokazał palcem co należało zrobić, a czego nie zrobiono i to wzbudziło lekkie przerażenie w tak szacownym audytorium. Po drugie wydawało się, że szacowne audytorium na sesji nie wiedziało bardzo o czym mówi Michał Bednarczyk. I nie ukrywam, że mam wrażenie, iż radni w Blachowni reprezentują władzę wykonawczą czyli mają głosować tak jak życzą sobie nasi rządzący. I rośnie zadłużenie gminy, o które tak bardzo się bał przed wyborami Cezary Osiński.źródło obraz na podstawie zdjęcia wyborczego wygenerowany przez AI

CO LUDZIE ✍️ CO LUDZIE 🗣️

OstrowiANKA  Przejazd kolejowy w Blachowni jest w remoncie, ale nie wiem, czy ktoś zauważył towarzyszące temu zmiany. Otóż  żeby wydostać się  z Ostrów, na DK 46 czynne są dwa rezerwowe przejazdy kolejowe. Jeden na wysokości Limby, a  drugi w Trzepizurach. I rozumiem to. Ale żeby dostać z DK 46 do Ostrów czynny jest tylko jeden przejazd ten w Trzepizurach. Na DK 46 stanęły dwa piękne znaki zakazu skrętu na przejazd.

Do Ostrów można by się było dostać ewentualnie przez przejazd przed Wyrazowem, na wysokości mniej więcej żwirowni, ale… no właśnie jest jedno i to nie małe ale. Połowa drogi przy torach jest w stanie tragicznym. Nikt praktycznie nią nie jeździł więc i została zaniedbana, zapomniana. Zostaje zatem tylko przejazd w Trzepizurach. 

PS. Szanowna Pani jak zauważam codziennie nikt z kierowców nie patrzy na te znaki przy Limbie i w obie strony pokonują przejazd. Nie to żebym coś podpowiadał. Tomasz z Cz. Chciałbym ostrzec miłośników spacerów wokół stawu w Blachowni. Zachowajcie ostrożność, aby wam coś na głowy nie spadło. Nie wiem czy wójt tej gminy wie coś o tym.

GAZETA I PORTAL WPOWIECIE.PL PISZE O RAPORCIE, KTÓRY CHWALI SYLWIĘ SZYMAŃSKĄ

Red.  Piotr Biernacki z wPowiecie.pl pisze – Raport o stanie gminy Blachownia za miniony rok miał być podsumowaniem pierwszego pełnego roku rządów burmistrza Cezarego Osińskiego. W dokumencie nie brakuje sformułowań o przywracaniu stabilności finansów, strategicznym zarządzaniu i rozwoju samorządu. Kiedy jednak spojrzeć na listę najważniejszych inwestycji, obraz staje się znacznie ciekawszy. Bo wiele zadań, którymi obecne władze mogą dziś się chwalić, to przedsięwzięcia wcześniej rozpoczęte, przygotowane lub finansowo zabezpieczone jeszcze w poprzedniej kadencji.

Sama gmina przyznaje w raporcie, że w 2025 roku kontynuowano oraz zakończono realizację wcześniej rozpoczętych inwestycji, obejmujących między innymi budowę żłobka, Izby Pamięci, muszli koncertowej, wodnego placu zabaw, skateparku oraz rozbudowę sieci kanalizacyjnej. To ważne zdanie, bo pokazuje, że nie chodzi wyłącznie o nowe pomysły obecnej władzy, lecz o domykanie procesu, który miał swoją historię, dokumentację, montaż finansowy i wcześniejsze decyzje.

Więcej na

Raport, który chwali poprzedniczkę. Osiński kończy inwestycje, ale o utraconych szansach milczy

ILE KILOMETRÓW PRZEJEŹDZILI NASI WŁODARZE?

Jedyny wykonawca inwestycji remont Sienkiewicza znany jest już od 2025 roku, według oficjeli ratusza nie ma innej firmy, która mogłaby sprostać postawionym wymaganiom w związku z czym i wynagrodzenie musi być słuszne.
Panie Marku ostatnimi czasy w ogólnopolskich mediach mówiło się na temat tzw. kilometrówek wśród posłów i senatorów. W terenie nazywa się to podróż służbowa krajowa podkreślam krajowa bo wyjazdu do Danii nie ma w tym sprawozdaniu. A co w tym temacie w naszym urzędzie. Dostępne sprawozdania za 2025 i 2026 rok pokazują następujące fakty:
gdy spojrzy się w dokumenty, można odnieść wrażenie, że w pierwszym kwartale w budynku Urzędu Miejskiego hulał głównie wiatr. Dlaczego? Ponieważ urzędnicy zorganizowali sobie prawdziwe, ogólnokrajowe tourne!
Skarbnik Gminy, planując budżet na cały 2026 rok, pomyślał: „Dobra, na delegacje krajowe damy im bezpieczne 76 tysięcy złotych. Spokojnie starczy na paliwo i diety do grudnia”. Urzędnicy spojrzeli na te wyliczenia, uśmiechnęli się pod nosem i powiedzieli: „Potrzymaj mi kawę”.
W zaledwie trzy pierwsze miesiące roku wyjeździli w Polskę dokładnie 68.701,40 złotych! Wydali prawie 91% całorocznych oszczędności na podróże. W tym tempie, budżet na delegacje skończył się mniej więcej wtedy, gdy na trawnikach w Blachowni topniał pierwszy śnieg. Można złośliwie założyć, że od kwietnia urzędnicy na spotkania do Katowic jeżdżą… autostopem albo miejskim rowerem.
Skok wydatków rok do roku jest tak gigantyczny (wzrost o blisko 300%!), że mieszkańcy mogą zacząć snuć niesamowite teorie spiskowe, no chyba, że nowi pracownicy (wzrost z 43 do 62 etatów) byli masowo delegowani do urzędów wojewódzkich, marszałkowskich lub centralnych w celu domykania procedur, pozyskiwania decyzji czy uzgodnień projektowych.
Sam fakt, że Urząd Miejski w Blachowni w I kwartale 2026 roku wydał na delegacje, aż 68. 701,40 zł , nie pozwala na automatyczne postawienie zarzutu o nadużycia. Może to być wynik nadzwyczajnej intensywności obiektywnych zadań, których efektów nie widać, ale spoko do końca roku daleko.
Jedno jest pewne – zima 2026 roku w gminie Blachownia była wyjątkowo dynamiczna, a lokalni urzędnicy udowodnili, że żadna droga (i żaden budżet) nie są dla nich za długie!

PS.
Na szkolenia nie jeździli, tam budżet obcięli o prawie 13 tysięcy.

CO LUDZIE ✍️ CO LUDZIE 🗣️

ŚMIECIARZ Dobry wieczór . Panie Marku proponuję przyjrzeć się firmie odbierającej u nas odpady. Pracownicy zbierający odpady selektywne jadą autem jednokomorowym zbierając plastik a potem tarują wagę i do tej samej komory zbierają papier. Jaka to jest ekologia ? My jesteśmy zmuszani do segregacji a firma wrzuca wszystko do jednej śmieciarki.  Pozdrawiam 

Mieszkaniec drugiego sortu  Mówi się w kuluarach, że następnym Prezesem OSIRu będzie mieszkaniec Wręczycy o nazwisku identycznym lub podobnym jak nazwisko naszego Burmistrza.

Renata Panie Marku a może Pani Prezes nie miała wyjścia i „sama mimo woli złożyła rezygnację”

Na rynku zagadnęła mnie pani -Może pan nam pomóc nie możemy się doczekać wykoszenia trawy przy blokach w Łojkach. Trawiska jak zboże rosną, a Urząd nas olewa. To może swojego radnego poproście – zaproponowałem nieśmiało. -Ten co mówił o dzieciach z Ostrów, że może gmina będzie ich wozić taksówkami? Dokładnie. Panie on nasze bloki to szerokim łukiem mija. Pamiętam jak go ludzie prosili w innych sprawach i w ogóle się nie zjawił.   

U Panie Marku zapomniał pan dodać, że wysokie gremium cały dzień radziło jak nie dopuścić zgłoszonych wniosków na sesji mimo podłączonych list podpisów poparcia. Każde nazwisko na liście było weryfikowane skrupulatnie…. Ostatecznie była pani burmistrz została dopuszczona bo wniosek był perfekcyjny. U pana Michała znaleźli błąd ,,formalny„ mimo iż głosy był poparty podpisami.  Na weryfikacji podpisów zszedł cały dzień. 

Anna Czyżby nasz włodarz miał jakieś tajemnice? Jak zawsze mówiący na okrągło i z dużym przekonaniem o słuszności wypowiadanych tez, gdy tylko pada pytanie kto promuje medialnie gminę, za ile i co się dzieje w salkach na OSIR-e nagle milknie, zasłania się bliżej nieokreślonymi przepisami a raczej zwyczajnie nie chce o tym rozmawiać. Jakie za tą zasłoną milczenia ukrywane są tajemnice. Wzbudziło to moją ciekawość i w oparciu o ogólnodostępne informacje oraz jawne bazy danych dokonałem następującego odkrycia. Promocją gminy zajmuje się firma z Jaworzna o nazwie Fabryka Mediów Piotr Trzciński. Chyba pisał Pan kiedyś o tym . Pamiętam, że naszej władzy trudno było przyznać się do tej współpracy. Prowadzi on jednoosobową działalność gospodarczą. O dziwo osoba Piotra Trzcińskiego nie wiadomo czy tego samego co przy Fabryce Mediów ma bezpośrednie, wieloletnie i ścisłe powiązanie z Pawłem Gąsiorskim oraz środowiskiem tenisa stołowego. Czy to zbieżność personalna? Nie jest to relacja wyłącznie domniemana czy oparta na domysłach – obaj panowie znają się i współpracują od niemal dwudziestu lat. Ich wspólna historia bezpośrednio dowodzi, że środowisko PR-owo-medialne obsługujące Gminę Blachownia oraz środowisko sportowe organizujące turnieje tenisa stołowego przenikają się w sposób absolutny. A teraz druga rzecz a mianowicie obiekty OSiR w Blachowni oraz dwie inne lokalizacje w Nieradzie i Częstochowie. Czyż nie tam organizowane są masowe, komercyjne cykle turniejów tenisa stołowego pod nazwą TT Elite Series? Turnieje te(w systemie międzynarodowym oznaczone wprost jako „morning/night tourmament Blachownia/Nierada”) są organizowane i rejestrowane wyłącznie w celu generowania transmisji wideo na żywo(live strem) oraz danych statystycznych dla zagranicznych i krajowych licencjonowanych firm bukmacherskich (m.in. Fortuna, Superbet). Teraz jest już jasne dlaczego okna na salce w OSiR-e są zafoliowane. Wychodzi na to, że w OSiR-e masowo produkuje mecze tenisa stołowego na potrzeby globalnego rynku zakładów bukmacherskich live. Kto i ile na tym zarabia? Bo gmina chyba tylko 2 tys. miesięcznie co wydaje się rażąco niską ceną przy tego typu działalności. Jak się okazuje podmiotem koordynującym i rekrutującym zawodników na tym terenie jest spółka PGMobile reprezentowana przez Pawła Gąsiorskiego. Czyżby to ta spółka wynajmowała pomieszczenia w OSiR-e, Nieradzie i Częstochowie? Zresztą bez względu na to jaki i przez kogo byłaby reprezentowany taki podmiot rodzą się zasadnicze pytania : 1. Czy nie zachodzi konieczność ustalenia, czy publiczna infrastruktura nie jest wynajmowana po rażąco zaniżonych, nierynkowych stawkach, co stanowiłoby działanie na szkodę interesu publicznego w celu przysporzenia korzyści majątkowej prywatnemu przedsiębiorcy? 2. Co stoi za przychylnością władz samorządowych (w tym wydawanie zgód na specyficzne adaptowanie hali, np. całkowite wyklejenie okien folią aluminiową w celach transmisyjnych), jak to się ma z przepisami p.poż i co na to Państwowa Inspekcja Pracy, przecież tam są ludzie i to w pracy. 3. Czy nie ma konfliktu interesów i ryzyka match-fixingu przecież koordynator regionalny i menedżer tych rozgrywek, będący jednocześnie właścicielem lokalnych domen, występuje w tych turniejach jako aktywny zawodnik, którego pojedynki są przedmiotem zakładów na żywo. Można tak pytać dalej i dalej ale czy tych właściwych pytań nie powinny zadać właściwe instytucje np. KAS, CBA, RIO, PIP, Straż Pożarna, Policja, Prokuratura i inne. Państwo Radni czytający Pana Kułakowskiego czas zacząć pytać o co w tej i nie tylko sprawie chodzi.

(miesz) Oglądając ostatnio sesje miałem werażenie, że radni to włądza wykonawcza. Oni oni się nie pytają niczym nie interesują tylko podnoszę ręce do góry kiedy trzeba. 

Aga Jak się okazuje Burmistrz Osiński nie musi odpowiadać też w punkcie debata nad raportem o stanie gminy bo na pytania zadane przez Panią Szymańską również nie odpowiedział. Trzeba będzie już nie pytać tylko wygłaszać monologi i może lepiej , bo się przynajmniej Burmistrz nie ośmieszy.

BELFER Panie Kułakowski czytałam o tej sesji a szczególnie to co co mówi Pan Burmistrz. Czy on wiedział co mówi  może tam było za gorąco. To co mówił to się nie trzymało (……)  To było jakaś próba składania zdania. Kto go uczył języka polskiego?

ToM Z braku własnych pomysłów i inwestycji, burmustrz nie mając wyjścia, korzysta z sukcesów a to GDDKiA (gdzie stołka trzyma się wspierający burmistrza Piotr Kurkowski), a teraz już inny wymiar szaleństwa umysłowego, czyli podpinamy się pod TAURON🤣

Piotr KP Przypomnę, że odjeżdżający w okresie letnim do Chorwacji pociąg przemieszcza się po torach kolejowych, które jak wiadomo znajdują się również na terenie Gminy Blachownia, co jest niewątpliwym sukcesem burmistrza, podobnie jak znajdujące się na południu Polski Tatry. Burmistrzu, dziękujemy!!!

SiR Burmistrz Czarek otwiera kąpielisko za stawem, ale gdzie jest wyposażenie zakupione z polskiego ładu??? Co więcej, mieszkańcy mówią, że wybitni specjaliści mają problem z parkiem wodnym, bo woda leci jak z sikawki. Teraz ciekawe czyja to będzie wina? No zostały już chyba tylko wodociągi, bo na kogo by tu zrzucić? Pewnie dla państwa z Cmentarnej to pani Sz. będzie cały czas winna. Póki co wiele wskazuje na to, że burmistrz nie potrafi sobie poradzić z małym parkiem wodnym, zatem aż strach pomyśleć co będzie jak wybuduje obiecany basen. Podobno już robotnicy jadą z Danii. 

DAma To są jakieś jaja, wystarczyły dwa słoneczne ciepłe dni i…. Czarek wraz ze swym mędrcem uchwalili, że skracają  czas pracy urzędników. Pewnie tylko patrzeć jak urzędnicy dostaną premie. Nie cieszcie się tylko ci z Wręczycy. 

IP 189…. Cierpliwy człowiek i kamień ugotuje. Tyle przysłowie, a burmistrz wprowadza je w czy. Czekał, czekał, czekał i… sukces, jak nie robiąc nic można rozwiązać dwa problemy? Pisałem u pana w komentarzach a teraz pisze, że wokół zbiornika na wysokości oddanego niedawno parku wodnego (swoją drogą po wielkiej pompie otwarcia, chyba pompa odmówiła współpracy i już nie działa park wodny) nie działają lampy solarne bo drzewa wiszą już na tych lampach. 

Mama O Panie Osiński kto odpowiada za to, że dzieci nie mogą się pluskach w parku wodnym, którym jak słyszę od pana zwolenników, że to pana dzieło. Gorąc upał a basen pusty, ale wstęga i oklaski były. Za komuny to by pan stracił stanowisko za taką fuszerkę.  Mam wrażenie, że mamy do czynienia z nieudacznikami. (….) mnie bierze jak patrzę na to.  

Właściciel tego bloga nie zawsze zgadza się z opiniami autorów komentarzy

REMONT UL. SIENKIEWICZA DO KOŃCA LIPCA.

Aż do końca lipca będzie trwał remont ulicy Sienkiewicza w Blachowni. Inwestycja powiatu częstochowskiego będzie się odbywać wahadłowo, dlatego drogowcy proszą kierowców o nie parkowanie pojazdów na tej drodze. szczególnie przed kościołem pw. Matki Bożej Królowej Korony Polskiej.

Kolejny remont rusza już w poniedziałek 29 czerwca. Chodzi o przebudowę przejazdu kolejowego w Ostrowach na wysokości DK 46 i  ul. Pocztowej. Dla mieszkańców Ostrów będą to duże utrudnienia. Jednak jak zauważali sami zmotoryzowani dotychczasowe rozwiązania w tym miejscu budziły zastrzeżenia. Przebudowa DK 46 z ul. Pocztową ma poprawić bezpieczeństwo użytkowników drogi i będzie mniej utrudnień. Czas trwania inwestycji, za którą odpowiada dyrekcja dróg krajowych i autostrad, to 3 miesiące.

ILE W KOŃCU MA KOSZTOWAĆ TERMOMODERNIZACJA?

🕐🕒🕕🕘🕚 Super, burmistrz Osiński w końcu zdecydował  ile chce zapłacić za termomodernizację szkół. Korekta na stronie Urzędu Miejskiego pojawiła się po kilku godzinach od powyższego tekstu. No to teraz czekamy na wyjaśnienie fikołka z czasem dostępu oferentów do postępowania, bo ja już pismo do UZP i NIK przygotowałem. burmistrz obiecał zaskakiwać i cały czas dotrzymuje słowa.