Jak dowiaduję się od mieszkańców Łojek, szczególnie z bloków, domagają się oni dokładnego wyjaśnienia, skąd pochodził intensywny i uciążliwy zapach, który 2 października był wyczuwalny w rejonie ul. Długiej oraz w pobliskiej zabudowie mieszkaniowej.
Na miejscu interweniowały służby. Sprawdzono również studzienki kanalizacyjne. Mimo przeprowadzonych czynności mieszkańcy nadal nie znają odpowiedzi na najważniejsze pytanie:
Co było źródłem zapachu?
Według relacji mieszkańców woń przypominała zapach rozkładającej się materii, padliny lub siarkowodoru. Sam charakter zapachu nie pozwala jednak wskazać konkretnej substancji ani tym bardziej konkretnego przedsiębiorstwa. Dlatego mieszkańcy podkreślają, że nie chcą nikogo oskarżać bez dowodów. Oczekują natomiast dokładnego sprawdzenia całego rejonu przemysłowego przy ul. Długiej.
Czy źródło znajdowało się na terenach przemysłowych?
Skoro sprawdzono już studzienki kanalizacyjne, kolejnym krokiem powinno być ustalenie, czy źródło uciążliwości mogło znajdować się na terenie którejkolwiek z działek przemysłowych.
Kontrola powinna objąć przede wszystkim miejsca magazynowania odpadów, beczki, kontenery, zbiorniki, hale magazynowe i produkcyjne, instalacje wentylacyjne oraz inne miejsca, z których mogła następować emisja do powietrza.
Istotne jest również ustalenie, jakie materiały i odpady faktycznie znajdowały się w tym czasie na poszczególnych nieruchomościach oraz czy sposób ich magazynowania odpowiadał warunkom wynikającym z posiadanych decyzji i zezwoleń.
W rejonie ul. Długiej funkcjonuje kilka przedsiębiorstw prowadzących różnego rodzaju działalność przemysłową. Znajdują się tam także nieruchomości, których dotyczyły postępowania związane ze zbieraniem i magazynowaniem odpadów.
Nie oznacza to, że którekolwiek z tych przedsiębiorstw odpowiada za zdarzenie z 2 października. Właśnie dlatego potrzebna jest kontrola oparta na faktach, a nie domysłach.
Jeżeli źródłem zapachu nie był żaden z działających tam zakładów, mieszkańcy również chcą to wiedzieć. Jeśli natomiast zostaną stwierdzone jakiekolwiek nieprawidłowości, powinny zostać dokładnie opisane i usunięte.
Mieszkańcy pytają czy służby sprawdziły, co faktycznie znajduje się w halach, na placach, w beczkach, kontenerach i zbiornikach na terenach przemysłowych przy ul. Długiej? Chcą także wiedzieć, czy zweryfikowano, że na żadnym z terenów poprzemysłowych nie są magazynowane odpady bez wymaganych zezwoleń albo w sposób niezgodny z wydanymi decyzjami.
Obawy mieszkańców nie biorą się znikąd. W pobliskiej Kokawie w gminie Mykanów przez lata problemem były nielegalnie zgromadzone odpady niebezpieczne. Ich późniejsze usunięcie wymagało ogromnej operacji i wielomilionowych nakładów. Dlatego Łojki obawiają się scenariusza, w którym ewentualny problem zostanie zauważony dopiero wtedy, gdy będzie już bardzo poważny.
Dlatego żądają, aby wszystkie tereny zostały sprawdzone dokładnie.
-Domagamy się szczegółowej kontroli. Chcemy wiedzieć co było źródłem zapachu, skąd pochodziła emisja, jakie substancje mogły znajdować się w powietrzu oraz czy istniało jakiekolwiek zagrożenie dla osób mieszkających w pobliżu, czy skontrolowano wszystkie istotne tereny przemysłowe przy ul. Długiej, czy sprawdzono hale, place, beczki, kontenery i zbiorniki oraz czy zweryfikowano legalność ewentualnego magazynowania odpadów – mówi mi jedna z mieszkanek boków w Łojkach.
Ludzie obawiają się sytuacji, w której odpowiedzialny podmiot zakończy działalność lub zniknie, a problem pozostanie mieszkańcom, właścicielom nieruchomości i samorządowi. Mieszkańcy oczekują również realnego zaangażowania ze strony burmistrza Cezarego Osińskiego. Ich zdaniem władze gminy powinny aktywnie uczestniczyć w wyjaśnieniu sprawy, występować do właściwych służb o przeprowadzenie odpowiednich kontroli oraz przekazywać mieszkańcom informacje o wynikach podejmowanych działań.
Ludzie z Łojek oczekują, że gospodarz gminy burmistrz Osiński będzie zabiegał o pełne wyjaśnienie sprawy i o to, aby odpowiedzialne instytucje doprowadziły postępowanie do końca. Dlatego zapowiadają, że będą pytać – jakie konkretne działania podjął Urząd Miejski po zdarzeniu z 2 października?
Do jakich instytucji wystąpiono o przeprowadzenie kontroli? Czy sprawdzono tereny przemysłowe przy ul. Długiej? Czy ustalono źródło zapachu? I kiedy mieszkańcy poznają wyniki podjętych działań?
-Chcemy wiedzieć, czym oddychamy i czy możemy czuć się bezpiecznie – mówią mieszkańcy Łojek.
LIST MIESZKAŃCÓW ŁOJEK DO LOKALNYCH MEDIÓW
Zwracamy się do Państwa jako mieszkańcy Łojek, a przede wszystkim mieszkańcy bloków, z ogromną prośbą o pomoc i nagłośnienie problemu, który po raz kolejny dotknął naszą miejscowość. Zgłaszaliśmy uciążliwy, intensywny zapach, który był wyczuwalny w rejonie bloków w Łojkach oraz w okolicy terenów przemysłowych przy ul. Długiej 4. Zapach był na tyle silny, że mieszkańcy odczuwali go we własnych mieszkaniach. Martwimy się o nasze rodziny, dzieci, osoby starsze i wszystkich mieszkańców, którzy muszą oddychać tym powietrzem. Nie wiemy, co powoduje ten zapach ani jakie substancje mogą znajdować się w powietrzu. W dniu 3 października 2026 roku ponownie zgłaszaliśmy problem odpowiednim służbom. Na miejsce przyjechała straż pożarna, która przeprowadziła pomiary i czynności kontrolne. Z przekazanych informacji wynika, że nie stwierdzono wówczas poziomu substancji wskazującego na bezpośrednie zagrożenie. Jednak dla nas, mieszkańców bloków, problem nadal pozostaje nierozwiązany. To nie pierwszy raz, kiedy w Łojkach pojawia się intensywny zapach. Podobne sytuacje miały już miejsce wcześniej, dlatego mieszkańcy po raz kolejny zdecydowali się reagować i zgłaszać sprawę. O sytuacji informowana była gmina, Sanepid oraz Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. Interweniowali również przedstawiciele władz lokalnych i radny Tomasz Rećko. Nasze obawy są tym większe, że w przeszłości w rejonie ul. Długiej dochodziło już do zdarzeń związanych z substancjami chemicznymi. We wrześniu 2017 roku w studzience kanalizacyjnej wykryto toluen, a w 2022 roku doszło do pożaru magazynu. Dzisiaj w bezpośrednim sąsiedztwie terenów przemysłowych znajduje się również plac zabaw, z którego korzystają nasze dzieci. Nie twierdzimy, że obecny zapach pochodzi z konkretnego przedsiębiorstwa. Chcemy jedynie, żeby ktoś w końcu dokładnie zbadał sprawę i powiedział nam, skąd ten zapach się bierze oraz czy powinniśmy obawiać się o zdrowie naszych rodzin. Dlatego jako mieszkańcy Łojek i mieszkańcy tutejszych bloków prosimy Państwa o pomoc. Prosimy o nagłośnienie naszej sprawy, przyjazd do Łojek, rozmowę z mieszkańcami oraz zainteresowanie się tym, dlaczego problem powtarza się mimo kolejnych zgłoszeń i interwencji. Nie chcemy paniki. Chcemy odpowiedzi. Mieszkamy tutaj, wychowujemy tutaj dzieci i nasze rodziny tutaj żyją. Nie chcemy za każdym razem, gdy pojawia się ten zapach, zastanawiać się, czy możemy spokojnie otworzyć okno, wyjść z dziećmi na plac zabaw albo po prostu normalnie oddychać we własnym mieszkaniu.
Z poważaniem, Mieszkańcy Łojek
Komentarz
Myślę, że mieszkańcy Łojek mogą spać spokojnie. Kto jak kto, ale Cezary Osiński udowodnił nie raz, że w obronie ludzi i dla dobra Blachowni potrafi nawet ściągnąć telewizję w tym przypadku Katowice. Warto też zaangażować radnego z Łojek, zapewne też nie odmówi pomocy.
foto screean TVP Katowice




Wraz z odejściem burmistrz Szymańskiej skoczyły się dla nich dobre czasy.
Teraz o nowym wozie nasi strażacy mogą tylko pomarzyć.
Na szczęście jest jeden radny – Radosław Michalik (to ten od taksówki sąsiedzkiej), który myśli o strażakach i chce im pomóc. Na ostatniej sesji poinformował, że ludzie, którzy codziennie wyjeżdżają do ognia, wypadków drogowych, zbierają kaucjonowane butelki plastikowe i jeśli zbiorą milion butelek to uciułają pieniądze na nowy wóz.
a to fotografuje się na drodze wojewódzkiej – ul. Wręczycka,
a to na drodze powiatowej – ul. Wielkoborska , a nawet chwali się budową obwodnicy na A 1. Dlatego na podstawie art. 2 ust. 1 w zw. z art. 10 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (Dz.U. z 2022 r. poz. 902, z późn. zm.) zwróciłem się z wnioskiem o udostępnienie informacji publicznej przez burmistrza Blachowni w następującym zakresie: 
Po moim artykule z 17 września „W środę sesja radni na wniosek burmistrza Osińskiego podniosą rękę za likwidacją ZMK”, a przede wszystkim po utworzeniu przez pracowników ZMK związków zawodowych, Cezary Osiński na dzisiejszej sesji Rady Miejskiej wycofał projekt uchwały, na mocy której miało dojść do likwidacji tego zakładu. Nie oznacza to jednak, że burmistrz wycofuje się z tego pomysłu. W myśl prawa musi on wcześniej uzyskać stosowną opinię od związkowców, bez względu jakie będzie stanowisko załogi. Pracownicy ZMK ewidentnie poszli „tropem” Renaty Kolman, która kiedyś też w tym zakładzie założyła związki zawodowe. Być może i teraz im pomoże? A coraz głośniej mówi się o referendum w Blachowni, także z ust tych, którzy ponad 2 lata temu głosowali na Cezarego Osińskiego.
Zatem odpowiadam Panu. Słowa, które Pan próbuje mi włożyć w moje „ręce”, jakobym to ja miał napisać komentarz pod cyklem artykułów 

Rozumiem także Pana frustrację wyrażoną „w liście otwartym” bowiem nie raz krytykowałem Pana poczynania m.in. fakt, że pierwszy raz nowo wybrany dyrektor MDK miał kilka miesięcy po wyborze, na przedstawienie wizji prowadzenia jednostki kulturalnej. Nawiasem mówiąc termin (do końca roku) jakoś dziwnie się przedłużył co mogą poświadczyć radni.
Jeśli mamy mówić o odpowiedzialnym zarządzaniu instytucją publiczną, to niech Pan dyrektor przedstawi mieszkańcom porównanie: ile wydawano kilka lat temu, ile wydaje się obecnie. 



15 pracowników w najbliższym czasie ma otrzymać wypowiedzenia.
