
Sylwia Szymańska odpowiada.
Czy w tym celu zakupiono nowy, kosztowny program informatyczny, który ma ułatwić pracę nowo zatrudnionym pracownikom z Wręczycy? Jaki był jego koszt, z jakich środków został sfinansowany i czy wcześniej urząd nie dysponował narzędziami do prawidłowego naliczania podatków?
Drugie pytanie: czy odzyskane środki z tytułu zaległych podatków mają realnie zasilić budżet gminy i zadania dla mieszkańców, czy w praktyce zostaną przeznaczone na pokrycie kosztów nowych etatów, wysokich wynagrodzeń i dodatków dla nowo zatrudnionych osób?
Uważam, że sprawa wymaga rzetelnego i spokojnego wyjaśnienia. Należy podkreślić, że środki z programu „Posiłek w szkole i w domu” były przeznaczane na pomoc mieszkańcom – osobom i rodzinom znajdującym się w trudnej sytuacji życiowej. Nie chodziło o prywatną korzyść, lecz o wsparcie osób potrzebujących.
Decyzja wojewody dotyczy sposobu kwalifikowania i rozliczania części wydatków w ramach programu. Jest to więc sprawa administracyjna i rozliczeniowa, a nie sprawa polegająca na tym, że środki zostały „zabrane” lub wykorzystane prywatnie.
Pomoc była udzielana mieszkańcom, a jej celem było zabezpieczenie podstawowych potrzeb osób znajdujących się w trudnej sytuacji.
W takich programach kluczowe znaczenie ma interpretacja przepisów, kryteriów dochodowych, zasad finansowania oraz kwalifikowalności konkretnych form pomocy. Dlatego każda zakwestionowana pozycja powinna zostać teraz indywidualnie przeanalizowana – z uwzględnieniem decyzji administracyjnych, dokumentów MOPS, sytuacji rodzin, źródeł finansowania oraz rzeczywistego celu, na jaki środki zostały wydatkowane.
Gmina ma prawo do złożenia odwołania i przedstawienia własnych argumentów oraz dokumentów. W mojej ocenie najważniejsze jest rzetelne zweryfikowanie wydanych przez kierownika MOPS decyzji, sprawdzenie wyliczeń i ustalenie, czy wszystkie zakwestionowane kwoty rzeczywiście powinny podlegać zwrotowi.
Trzeba też jasno powiedzieć: program był realizowany w celu niesienia pomocy mieszkańcom. Jeżeli doszło do różnicy w interpretacji przepisów lub sposobu rozliczenia środków, powinno to zostać wyjaśnione w trybie administracyjnym.
Nie można przedstawiać tej sprawy tak, jakby środki zostały sprzeniewierzone czy wykorzystane dla prywatnego interesu, z dostępnych informacji wynika, że trafiały one na faktyczną pomoc społeczną.
Warto również zaznaczyć, że realizacja tego typu programów odbywa się w określonych procedurach administracyjnych.
Nad prawidłowością stosowanych rozwiązań i zgodnością działań z przepisami czuwa obsługa prawna, w tym radca prawny MOPS i gminy, a program pozostawał również w obszarze nadzoru właściwych służb wojewody. Tym bardziej sprawa wymaga spokojnej analizy dokumentów, a nie pochopnego formułowania zarzutów.
Najważniejsze jest dziś dobro mieszkańców, ochrona interesu gminy i rzetelne wyjaśnienie sprawy na podstawie dokumentów. To jest rola obecnych władz. Jawność dokumentów publicznych jest ważna i potrzebna. Jednak równie ważna jest odpowiedzialność w ich komentowaniu. Dokument administracyjny nie powinien być wykorzystywany jako narzędzie do formułowania politycznych ocen i przypisywania winy przed pełnym wyjaśnieniem sprawy. Szkoda, że obecny burmistrz tak chętnie odwołuje się do zasady jawności przy publikowaniu dokumentów dotyczących poprzednich władz, a jednocześnie nie wykazuje takiej samej otwartości w zakresie innych dokumentów objętych informacją publiczną.
Niepokojąca jest sytuacja, w której jawność stosuje się głównie wtedy, gdy służy ona bieżącej narracji politycznej. Mieszkańcy mają prawo do pełnej informacji – także w sprawach dotyczących obecnych władz, bieżących decyzji, umów i wydatków. Jawność nie powinna być narzędziem walki politycznej. Powinna być standardem obowiązującym wszystkich.

