„DAJCIE SOBIE PANOWIE SPOKÓJ” CZYLI WRACAMY DO SESJI ABSOLUTORYJNEJ

„Dajcie sobie panowie spokój” – Debata nad absolutorium przebiegała nader sprawnie. Pan burmistrz czytał sprawozdanie, które dla niego ktoś przygotował posługując się wieloma paragrafami, punktami podpunktami, rozdziałami, podrozdziałami itp. Odniosłem wrażenie, że to sprawozdanie zostało przygotowane przez dział finansów, a sam sprawozdawca nie do końca rozumiał co przedstawia. Sądząc po dociekliwości samych radnych, również można przyjąć, że oni także nie do końca wiedzieli o czym mowa. Przewodnicząca Rady Edyta Mandryk oczywiście w granicach prawa nałożyła na mieszkańców kaganiec względem zadawania pytań w debacie. Chroniła sesję przed paraliżem logistycznym i potencjalnym blokowaniem debaty przez przypadkowe osoby. Było ich tak wielu, że nie wahała się wprowadzić rygorystycznych wymogów formalnych. No, ale tak mogła. Z punktu widzenia zwykłego człowieka wyglądało to jakbyśmy uczestniczyli przynajmniej w obradach Parlamentu Republiki Konga gdzie wysokość budżetu nikomu nie była znana, a już z całą pewnością sposób w jaki budżet ten wydano. Dlaczego nasza władza boi się zadawania pytań? Czyżby oprócz kwestii porządkowych było coś jeszcze? Czyżby to strach przed krytyką w blasku kamer, a może wygodne unikanie konfrontacji? Wszystko jednak wskazuje na to, że był to parasol ochronny dla lokalnych włodarzy, pozwalając im kontrolować przebieg najważniejszej debaty w roku. Nie uniknęli jednak bolesnych faktów, które padły w wolnych wnioskach. Mimo wszystko mam pretensję do Michała Bednarczyka, byłego pracownika UM w Blachowni. Moim zdaniem mało precyzyjnie i zrozumiale przedstawił on Radzie i mieszkańcom gminy Blachownia konsekwencje niedotrzymania wymogów tzw. „aglomeracji ściekowej”. Szanowny panie Michale podał pan deadline, którym jest koniec 2027 roku, ale nie do końca wyjaśnił co się stanie jeżeli nasza gmina w tym terminie nie zrealizuje 98 procentowego skanalizowania swojego terenu. Mało tego – do końca 2027 roku Gmina musi udowodnić, że prawie wszystkie ścieki komunalne na terenie aglomeracji trafiają do sieci i zbiorczej oczyszczalni. Jeżeli tak się nie stanie Wody Polskie nałożą na nią wysokie kary administracyjne. Gmina straci też bezpowrotnie szanse na dotacje unijne, a mieszkańcy, niekompetencje wybranych urzędników będą musieli pokryć ze swoich podatków, które mogłyby być przeznaczone na zupełnie inne zadania, inwestycje. Mówimy tu szacunkowo o kwocie 5 mln, której nie chciał nasz burmistrz Cezary Osiński i oddał do Urzędu Marszałkowskiego w Katowicach, a którą to kwotę już w następnym roku będzie zmuszony wyłożyć na budowę kanalizacji. Jeżeli tego nie zrobi to Wody Polskie nałożą na Blachownię drakońskie kary. No, ale nikt bogatemu nie zabroni. A burmistrz jak opowiada nie boi się referendum. Zatem trwa za zgodą radnych zaciągnie kolejnych  kredytów, a kto i kiedy go spłaci zdaje się, że dla obecnej władzy nie jest to najistotniejsze.Michał Bednarczyk mówił o utraconych szansach na pozyskanie dofinansowań z różnych źródeł i o tym co nasza gmina mogła zyskać i co straciła. Cisza jaka zapanowała po tym monologu odczytuje w dwojaki sposób: po pierwsze, ktoś pokazał palcem co należało zrobić, a czego nie zrobiono i to wzbudziło lekkie przerażenie w tak szacownym audytorium. Po drugie wydawało się, że szacowne audytorium na sesji nie wiedziało bardzo o czym mówi Michał Bednarczyk. I nie ukrywam, że mam wrażenie, iż radni w Blachowni reprezentują władzę wykonawczą czyli mają głosować tak jak życzą sobie nasi rządzący. I rośnie zadłużenie gminy, o które tak bardzo się bał przed wyborami Cezary Osiński.źródło obraz na podstawie zdjęcia wyborczego wygenerowany przez AI

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.