LIST MIESZKANKI W SPRAWIE ZATRUDNIENIA W ŻŁOBKU

Żłobek pod naszymi oknami, ale miejsca pracy nie dla nas? Mieszkam w Blachowni. Od lat jestem związana z tym miastem, tutaj pracowałam jako pielęgniarka, tutaj mam swoje życie i tutaj chciałam nadal służyć mieszkańcom swoim doświadczeniem. Kiedy tuż obok mojego domu powstawał nowy żłobek, patrzyłam na tę inwestycję z nadzieją. Miało powstać nie tylko miejsce opieki nad dziećmi, ale również nowe miejsca pracy. Wydawało się naturalne, że szansę otrzymają także mieszkańcy Blachowni — osoby wykwalifikowane, doświadczone i od lat związane z lokalną społecznością. Złożyłam dokumenty. Przeszłam rekrutację i uczestniczyłam w rozmowie. Przekazałam wszystkie informacje dotyczące swoich kwalifikacji i wieloletniej pracy pielęgniarskiej. Z prowadzonych ze mną rozmów wynikało, że mam zostać zatrudniona. Usłyszałam, że umowa jest przygotowywana. Zostałam także zaproszona na oficjalne otwarcie placówki.
Fotografowano mnie w otoczeniu osób związanych ze żłobkiem, a ja wykonywałam czynności organizacyjne potrzebne przy przygotowaniu uroczystości. Zachowywałam się jak osoba, która za chwilę rozpocznie pracę. Miałam ku temu podstawy, ponieważ nikt nie poinformował mnie, że decyzja o zatrudnieniu jest niepewna albo, że nadal rozważani są inni kandydaci.
Umowy jednak nie otrzymałam. Po otwarciu placówki nikt do mnie nie zadzwonił. Sama próbowałam uzyskać informację. Dopiero wtedy usłyszałam, że decyzja się zmieniła i na moje miejsce wybrano inną osobę. Można powiedzieć, że pracodawca ma prawo zmienić zdanie. Oczywiście — do momentu zawarcia umowy ostateczna decyzja może należeć do pracodawcy. Ale prawo do dokonania wyboru nie oznacza prawa do lekceważenia drugiego człowieka. Kandydat nie jest przedmiotem, który można ustawić do zdjęcia podczas uroczystości, poprosić o pomoc organizacyjną, zapewnić o przygotowywanej umowie, a następnie pozostawić bez telefonu i bez wyjaśnienia. Najbardziej niepokojące jest to, że moja historia prawdopodobnie nie jest odosobniona. W podobnej sytuacji znalazły się także inne osoby z Blachowni. One również czekały na powstanie żłobka i liczyły, że nowa gminna inwestycja da możliwość zatrudnienia mieszkańcom posiadającym odpowiednie kwalifikacje. Nie twierdzę, że mieszkaniec Blachowni powinien być zatrudniany wyłącznie dlatego, że mieszka w tej miejscowości. Każdy nabór powinien opierać się na kompetencjach, doświadczeniu i uczciwych zasadach. Oczekuję jednak przejrzystości. Według jakich kryteriów wybierano pracowników? Kiedy naprawdę zapadły decyzje? Dlaczego osoby, z którymi nie zamierzano podpisać umów, zapraszano na otwarcie i przedstawiano w sposób mogący sugerować ich związek z personelem? Dlaczego kandydatom nie przekazano jasnej informacji bezpośrednio po zakończeniu rekrutacji? Żłobek jest instytucją opieki i zaufania. Tym bardziej osoby odpowiedzialne za jego funkcjonowanie powinny pokazywać, że szacunek, uczciwość i odpowiedzialność nie są wyłącznie hasłami używanymi podczas oficjalnych uroczystości. Nie oczekuję współczucia. Nie domagam się stanowiska odebranego innej osobie. Chcę jedynie, aby sposób traktowania kandydatów został wyjaśniony, a podobna sytuacja nie spotkała kolejnych mieszkańców. Inwestycje publiczne powstają z myślą o lokalnej społeczności. Społeczność to jednak nie tylko budynki, wstęgi przecinane podczas otwarcia i pamiątkowe fotografie. Społeczność to przede wszystkim ludzie, którzy zasługują na prawdę, jasną informację i zwykły szacunek. Dlatego pytam publicznie: czy tak powinno wyglądać tworzenie nowych miejsc pracy w Blachowni?

Komentarz 

Po całym tym „zatrudnianiu” mieszkanka z Blachowni trafiła do szpitala na SOR. 


foto źródło UM w Blachowni

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.