Mamy dobre informacje. Drewniana głowa konia, należąca do ułanów, odnalazła się. I to nie za sprawą śledztwa poruczników Colombo czy Borewicza. To sami ułani wytropili artystę, który pożyczył głowę konia, aby ją odrysować. Zapewne po tym zdarzeniu nie ma co liczyć na monitoring w CAO, a lepiej obowiązki pilnowania całego konia powierzyć jakieś firmie ochroniarskiej. Brawo ułani.