CZY BURMISTRZ OSIŃSKI CHCE W URZĘDZIE WYMIENIĆ SCZ NA SKL?

W Blachowni dzieje się coś ciekawego. A właściwie… coraz mniej ciekawego, a coraz bardziej niepokojącego.W ostatnich dwóch latach – jak mówią sami urzędnicy – z Urzędem Miejskim pożegnało się około 15 osób. I nie chodzi o „przypadkową rotację”, tylko o ludzi z kluczowych obszarów:
referat zamówień publicznych i inwestycji – kolejno odeszły 4 osoby
finanse / księgowość – z pracy zrezygnowało 3 pracowników
promocja – kolejna osoba, która zrezygnowała z pracy na rzecz gminy….
Do tego kilka zwolnień i odejścia na emeryturę
I tu pojawia się pytanie: to mamy wakaty?
Ależ skąd. Podobno na każdego odchodzącego pracownika przypada… dwóch nowych. Tylko, że jest jeden szczegół, który mieszkańców powinien zainteresować bardziej niż urzędowe statystyki – coraz częściej nowo zatrudniani to osoby spoza naszej gminy, a głównie z Wręczycy Wielkiej stąd na parkingu przy urzędzie auta z rejestracją SKL. Być może burmistrz Blachowni uważa, że w naszej Gminie nie ma tak mądrych osób sta „zaciąg z sąsiedniej gminy z rejestracją SKL.
Co to oznacza dla mieszkańców Blachowni?
Po pierwsze: utratę doświadczonej, merytorycznej kadry. Bo w zamówieniach, inwestycjach, finansach czy funduszach unijnych nie da się „nauczyć w weekend”. Tam liczy się praktyka, odpowiedzialność i znajomość procedur i specyfiki gminy. A gdy odchodzą ludzie, którzy „wiedzieli, jak, gdzie i kiedy”, a przychodzą ci, którzy dopiero „będą się uczyć”, to pytanie brzmi – kto pilnuje jakości, terminów i pieniędzy podatników?
Po drugie: mniejsze wpływy z PIT do budżetu gminy, jeśli etaty zasilają osoby mieszkające poza Blachowni, to jest prosty mechanizm finansowy: mieszkańcy pracują więc rozliczają PIT, a  część wraca do budżetu gminy.
Niestety w tym przypadku do gminy Wręczyca. Po trzecie: pytanie o lokalny potencjał. Czy naprawdę w Blachowni nie ma fachowców od inwestycji, zamówień publicznych, funduszy unijnych, księgowości?
Nie ma chętnych do pracy urzędniczej, ani na stanowiskach obsługi?
W urzędzie pod wodzą nowego burmistrza, jak mówią mieszkańcy i pracownicy, jest ogromne przeludnienie, że „nie ma gdzie wcisnąć szpilki”.(Złośliwi twierdzą, że jest tak ciasno, że na murach urzędu widać już wybrzuszenia).  
Zlikwidowano nawet pokój socjalny, a lodówka i mikrofala zostały wepchnięte do sali konferencyjnej.  Radni siedzą z płaszczami na kolanach bo nie ma miejsca na wieszak. 
Mamy zatem sytuację, w której odchodzą doświadczeni ludzie,
przychodzą nowi, nierzadko spoza naszej gminy, a urząd jest coraz bardziej ciasny, ale czy sprawniejszy?
I najważniejsze – przejrzystość. Sposób zatrudniania nowych urzędników może budzić wątpliwości – bo mieszkańcy nie widzą jasnej, czytelnej informacji – jakie były konkursy, ile osób startowało, jakie były wymagania,
jakie doświadczenie miały osoby zatrudnione, dlaczego wybrano te, a nie inne osoby. Czy to jest transparentne? Czy Urząd Miejski w Blachowni to czyjaś firma prywatna? Dobrze zarządzający wójt, burmistrz czy prezydent wie, że siłą urzędu są ludzie. Ich wiedza, doświadczenie i odpowiedzialność, i że zatrudnianie mieszkańców to nie tylko liczby w kadrach, ale też większa troska o „swoje”.
Jako mieszkańcy mamy prawo oczekiwać zwykłej uczciwości informacyjnej. Jeśli Urząd przestaje być „nasz”, to konsekwencje prędzej czy później odczujemy wszyscy – w jakości obsługi, w inwestycjach, w finansach i w tempie załatwiania spraw. 

zdjęcie ilustrowane AI  

Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest przypadkowe.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.