Wystarczył dzisiaj mały spacer, by dojść do przekonania, że niektóre rejony gminy zaczynają przypominać dżungle.
Niektórzy mieszkańcy żartują, że za obecnego burmistrza natura wraca do korzeni, a te wychodzą na ścieżki spacerowe i chodniki.
Ostatnio nad zbiornikiem można było wsłuchać się w szelest zarośli, oczywiście nie były to trawy, a zagubiony turysta próbował wydostać się z gęstwiny.
Inny zagadnięty turysta na spacerze, który ogólnie unika przeklinania, powiedział mi „bardzo mnie irytuje zarośnięta Blachownia. Zieleń znienacka rzuca się na mnie. Nasuwa mi to złe myśli o władzach gminy”.
A co na to włodarze naszej gminy? Podobno są i podobno mają oczy. Ale być może bardziej patrzą na kredyty niż na estetykę miasta, na zieleń, która coraz śmielej zasłania nam zbiornik wodny.
A może zamiast kosiarek zakupić stado owiec? Może one zrobiłyby porządek w gminie? Bo jak nie to Blachownię trzeba będzie ogłosić rezerwatem przyrody. Gdyby jednak do Blachowni zdecydowałaby się przybyć grupy tropicieli zieleni to zapraszamy, ale maczetami i kosiarkami.

