Mam nadzieję, że uda mi się państwa mile zaskoczyć – Cezary Osiński maj 2024 rok.
Wczoraj odbyła się uroczystość oficjalnego przekazania jazu na zalewie w Blachowni na rzecz naszej gminy. To ważny krok dla poprawy bezpieczeństwa mieszkańców, ale również w kontekście prac i inwestycji w obrębie samego jazu, który do tej pory pozostawał w rękach Skarbu Państwa, a jego administracją zajmowało się Starostwo Powiatowe w Częstochowie – czytamy na stronie UM w Blachowni. By nie było wątpliwości, że to dla naszej Gminy sukces i radość informacja została okraszona zdjęciami.
Komentarz
Zastanawiam się czy nasz, drogi burmistrz oszalał? Włodarz wyraża radość z przejęcia od powiatu jazu? Przecież to może oznaczać kłopoty, także te finansowe. W dodatku na stronie www.blachownia.pl czytamy „To ważny krok dla poprawy bezpieczeństwa mieszkańców”. To co – gdy jaz był pod opieką starostwa to wtedy naszym mieszkańcom zagrażało niebezpieczeństwo? Nie ma co ukrywać – korki od szampanów strzelały, ale w starostwie. Powiat w końcu pozbył się uciążliwego urządzenia hydrotechnicznego.

Problem jest prosty: od tej chwili to na gminie spoczywa odpowiedzialność za dalsze utrzymanie, kontrolę, konserwację i prawidłowe działanie urządzenia. Niestety jaz nie jest dekoracją zalewu, tylko elementem infrastruktury, od którego zależy poziom wody, stan techniczny zbiornika i bezpieczeństwo otoczenia. To oznacza konieczność regularnych przeglądów, reagowania na awarie i ponoszenia kosztów, które będą wracać stale. Sam fakt, że jeszcze niedawno trzeba było oczyszczać jaz, zabezpieczać elementy przed korozją, uzupełniać beton i wymieniać zastawki, najlepiej pokazuje skalę tego obowiązku.
Do tego dochodzi jeszcze konflikt interesów, którego nie da się zamieść pod… wodę. Z punktu widzenia bezpieczeństwa zbiornik retencyjny powinien zachowywać rezerwę pojemności, żeby w sytuacji kryzysowej mógł przyjąć więcej wody. Wody Polskie z siedzibą w Poznaniu podkreślają, że nadrzędnym zadaniem zbiornika retencyjnego jest ochrona przeciwpowodziowa, a więc utrzymywanie wolnej przestrzeni potrzebnej podczas wezbrań. Z kolei z punktu widzenia rekreacji, estetyki i oczekiwań mieszkańców czy wędkarzy pojawia się presja, by poziom wody był jak najwyższy. Te dwa cele trudno jest pogodzić. 
Właśnie dlatego nie ma tu żadnego powodu do radości i otwierania szampanów. Gmina nie przejęła prezentu, lecz trudny problem do codziennego pilnowania. Mieszkańcy od burmistrza Osińskiego powinni usłyszeć konkretne odpowiedzi: kto dostanie korbkę do kręcenia jazem, kto będzie stale nadzorował urządzenie, ile wyniesie utrzymanie takiego obiektu, jaki jest plan eksploatacji i kto weźmie odpowiedzialność, gdy pojawią się kłopoty. Bo przejęcie takiego obiektu to nie jest powód do radości, tylko początek kłopotów czyli ponoszenia kosztów, ryzyka i sporów o to, jaki poziom wody utrzymywać. Przypomnijmy, że temat przekazania jazu pojawiał się już wcześniej. Poprzednie władze jednak nie zdecydowały się na przejęcie tego obiektu. Trudno nie odnieść wrażenia, że dostrzegano wtedy skalę odpowiedzialności i kosztów związanych z jego utrzymaniem. Dziś decyzja została podjęta, a jej konsekwencje spadną na gminę i mieszkańców. Zamiast mówić o sukcesie, należałoby uczciwie powiedzieć, że gmina zawiesiła sobie kamień młyński u szyi, który może stać się źródłem problemów, sporów i dodatkowych wydatków z publicznych pieniędzy.
Foto źróło fb screen / Miasto i Gmina Blachownia

