Według danych z Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) na dzień 31 grudnia 2024 roku gminę Blachownia zamieszkiwało 12.377 osób – 6.544 kobiet i 5.833 mężczyzn. W 2023 roku średni wiek mieszkańca wynosił 44,5 lat. Najwięcej mieszkańców, bo 13.383, nasza gmina miała 30 czerwca 2004 roku. Obecnie w Blachowni mieszka 11.941 osób.
Blachownia się wyludnia. Z roku na rok ubywa mieszkańców, rodzi się coraz mniej dzieci, szkoły i przedszkola walczą o przetrwanie. To nie są slogany kampanijne, tylko twarda demografia, którą widać w każdej klasie w szkole i na każdym osiedlu. W takiej sytuacji każda realna szansa na zatrzymanie ludzi w gminie powinna być traktowana jak skarb.
Jedną z takich szans był projekt wtedy burmistrz Sylwii Szymańskiej i Spółdzielni Mieszkaniowej – budowy bloków czynszowych. Kilku nowoczesnych budynków, które miały dać dziesiątkom rodzin możliwość zamieszkania w Blachowni na uczciwych, przewidywalnych zasadach. Dziś już wiemy: tego osiedla nie będzie. Zamiast mieszkań mieliśmy polityczny spór, oskarżenia i stek kłamstw. Co wtedy pisano?
Koncepcja, promowana przez poprzednie władze, była prosta:
–gmina współpracuje ze spółdzielnią mieszkaniową i BGK,
–powstają bloki lokatorskie o przyzwoitym standardzie,
–młodzi ludzie i rodziny, których nie stać na kredyt na wolnym rynku, zyskują realną alternatywę.
Na materiałach widać było jasne, przyjazne budynki, z zielenią między blokami, z balkonami i miejscem do życia. W oficjalnych informacjach podkreślano, że pozyskano już kilkadziesiąt milionów złotych zewnętrznych środków. Największa inwestycja mieszkaniowa w historii gminy, szansa na nowe wpływy do budżetu, więcej dzieci w placówkach, nowe życie dla wyludniającej się Blachowni.
Potem rozpoczęła się kampania wyborcza. W dyskusji o inwestycji coraz mniej było merytoryki, a coraz więcej emocji. Tu jeden z obszernych opisów.
Edyta Mandryk, dzisiaj przewodnicząca Rady Miejskiej, wtedy alarmowała, że gmina rozważa sprzedaż bardzo wartościowych działek za ułamek ich rynkowej ceny – w trybie bezprzetargowym, z gigantyczną bonifikatą. Ostrzegała, że ktoś przejmie jedne z najlepszych terenów w Blachowni na warunkach korzystnych przede wszystkim dla inwestora. Inwestycję przedstawiała jako szkodliwą i podejrzaną. Szkoda, że nie pytano o szczegóły, nie szukano żadnych rozwiązań pośrednich. Szkoda, że nikt nie próbował wynegocjować lepszej umowy, mocniej zabezpieczyć interes gminy, zmienić formy przekazania gruntów czy etapowania inwestycji. Po wygranych wyborach nowy obóz rządzący postawił na swoim – bloków nie będzie, bo to był pomysł… Szymańskiej
Efekt prosty i bardzo bolesny – nie powstały dziesiątki mieszkań, które mogły być dostępne dla młodych rodzin, osób wracających do Blachowni, ludzi uciekających z drogich rynków mieszkaniowych większych miast.
Gmina nie zwiększy liczby mieszkańców, nie poprawi wpływów z podatków, nie wzmocni demografii szkół i przedszkoli, młodzi wynajmują lokale drogo w Częstochowie, wyprowadzają się jeszcze dalej albo latami mieszkają „kątem” u rodziców czy dziadków.
Co straciliśmy? Impuls rozwojowy – większy ruch w lokalnych sklepach i usługach, dzieci w żłobkach, przedszkolach i szkołach, realne uzasadnienie, żeby te placówki utrzymywać i rozwijać. Dzisiaj można było być już na etapie budowy, zamiast wracać do punktu wyjścia.
I najważniejsze pytanie:
-Co dzisiaj i za kilka lat – burmistrz Cezary Osiński odpowie tym rodzinom, które mogłyby mieszkać w tych blokach, gdyby nie to, że polityka okazała się ważniejsza niż ich potrzeby?
-Co powie nauczycielom wychowania przedszkolnego i nauczycielom w szkołach, gdy zabraknie dzieci i trzeba będzie zamykać klasy i zwalniać pedagogów?
-Kogo będzie wozić MPK, skoro liczba mieszkańców Blachowni maleje w zatrważającym tempie, a młodzi zamiast tu mieszkać – uciekają do innych miast?
Te pytania nie są złośliwością. To jest rachunek, który prędzej czy później wystawi nam demografia.

