ILE SKASOWAŁA GWIAZDA GRZYBOBRANIA

-P. Marku wróciliśmy z koncertu gdzie gwiazdą był pan Krzysztof Kasowski. Na występ przybyło może ze 150 osób. Niech się pan dowie, bo radni pewnie będą się bali zadać pytanie temu nowemu burmistrzowi, ile z naszych podatków poszło na ten koncert i wcześniejsze występy zespołów. 

1 WRZEŚNIA – KWIATY POD POMNIKAMI I KONCERTY MUZYCZNE

1 września 1939 roku to data, która na zawsze pozostanie w pamięci ludzkości. Tego dnia rozpoczęła się II wojna światowa, największy i najbardziej krwawy konflikt zbrojny w historii świata. Tczew, Wieluń, Gdańsk to pierwsze miasta gdzie spadły bomby lotnicze. To pierwsze akty terroru wobec ludności cywilnej. Niemieckie wojska bez wypowiedzenia wojny przekroczyły granice Rzeczpospolitej. Sławą i bohaterstwem okryła się placówka wojskowa Westerplatte, która nie 24 godziny jak zakładano, a tydzień broniła się przed wojskami hitlerowskimi.  

Dzisiaj obchodzimy 85. rocznicę wybuchu najstraszniejszej wojny w dziejach ludzkości. Polska straciła 6 mln obywateli. Na całym świecie zginęło od 50 do 78 mln ludzi. 

1 września to dzień pamięci o ofiarach wojny, o tych którzy oddali życie za Ojczyznę – także na blachowniańskiej ziemi.

W tym roku, podobnie jak w latach poprzednich, odwiedziliśmy miejsce pamięci. Zapaliliśmy znicze, pochyliliśmy się nad tymi, którzy wtedy zachowali się jak trzeba.

Odwiedziliśmy także grób bohatera spod Westerplatte śp. ppor. w st. sp. Alojzego Kowalika, obrońcy wojskowej składnicy tranzytowej, który zmarł w Blachowni w 2011 roku

1 września w Blachowni.
Do południa Msza św. i składanie wieńców pod pomnikami.

Po południu – burmistrz Cezary Osiński zaprosił mieszkańców na koncerty zespołów muzycznych.

Komentarz

Dla Polaków 1 września jest dniem o dużym znaczeniu historycznym i edukacyjnym. Wtedy odbywają się uroczystości, mające na celu przypomnienie młodszym pokoleniom o tych tragicznych dniach. W takim dniu największą wartością jest poznawanie historii własnego kraju.

PRZEŻYLI WOJNĘ DLA PRZYSZŁYCH POKOLEŃ

1 września – 85 lata temu wojska hitlerowskie najechały na Polskę z trzech stron. W tym dniu do naszego kraju wtargnęły także wojska słowackie. 17 września 1939 roku od wschodu dołączyli Sowieci. Jak twierdzą historycy, Polska nie mogła tej wojny wygrać, ale musiała ją przeżyć dla przyszłych pokoleń.

Kiedy rozpoczęła się II wojna światowa? Według informacji zawartych w dzienniku bojowym 76 eskadry, dwie minuty po godz. piątej (polskiego czasu o 4.02), 29 „stukasów” wystartowało z lotniska Nieder-Ellguth. O godz. 4.35 na Wieluń spadły pierwsze bomby. Atak na to miasto nastąpił zatem 8 minut przed pierwszym wystrzałem niemieckiego pancernika Schleswig-Holstein na Westerplatte. Warto dodać, że wśród blisko 200. żołnierzy, którzy strzegli Wojskową Składnicę Tranzytową na Westerplatte był st. szer. Aleksy Kowalik, mieszkaniec Blachowni. Zmarł w wieku 96 lat 10 lipca 2011 roku.

Najnowsze badania historyków dowodzą, że II wojna światowa tak naprawdę rozpoczęła się w Tczewie. 1 września po godz. 4 czasu polskiego, z elbląskiego lotniska wystartowały trzy Ju 87. Każdy samolot uzbrojony w 250-kilogramową bombę pod kadłubem i cztery 50-kilogramowe pod skrzydłami. Niemieccy piloci nad Tczew dolecieli o 4.23. Bomby spadły na dworzec i nasyp kolejowy, gdzie miały znajdować się przewody odpalające ładunki na mostach oraz na elektrownię i koszary wojskowe. Skąd wiadomo, że atak nastąpił o tym czasie? Według relacji podporucznika rezerwy Stanisława Matłosza wskazówki zegara dworcowego, po zbombardowaniu stacji, zatrzymały się właśnie o godz. 4.23. Potem o godz. 4.35 był nalot na Wieluń, a 8 min później padły pierwsze wystrzały niemieckiego pancernika Schleswig-Holstein na Westerplatte. Warto dodać, że wśród blisko 200. żołnierzy, którzy strzegli Wojskową Składnicę Tranzytową na Westerplatte był st. szer. Aleksy Kowalik, mieszkaniec Blachowni. Zmarł 10 lipca 2011 roku w wieku 96 lat .

Pierwsze samoloty wroga nad Blachownię nadleciały wczesnym rankiem 1 września od strony Herbów. Z pokładów przelatujących samolotów zostali ostrzelani mieszkańcy Ostrów. Potem pojawili się żołnierze na motocyklach i zaczęła się straszliwa okupacja.


Przypomina o tym Pomnik Bohaterom Poległym za Ojczyznę w Walce z Hitleryzmem 1939-45. Powstał on z inicjatywy byłych więźniów obozów koncentracyjnych i przy współpracy mieszkańców oraz odlewni w Blachowni. Miejsce pamięci odsłonięto 12 października 1947 roku.

Jak ten czas wspomina jedna z mieszkanek Ostrów, która miała wtedy 7 lat. 

-To był piątek. Mamusia przygotowała mi ubranko do szkoły. Razem z koleżankami przeżywałyśmy pójście pierwszy raz do szkoły. Owszem słyszało się od starszych o jakieś wojnie, że Niemcy mogą nas napaść, ale nam w głowie była szkoła. I stało się, niestety. Rano 1 września usłyszeliśmy głośny warkot, dziwny huk. Wyszliśmy przed dom i na niebie, od strony lasów herbskich, zobaczyłam dużo samolotów. Leciały dość wysoko. Jeszcze dobrze się im nie przyjrzałam, a już ktoś do nas strzelał z tych samolotów. Tatuś z przerażeniem wybiegł na podwórko, pochwycił nas w locie i niemal wrzucił do domu, zakazując wychodzenia na dwór. Nie pamiętam, by hitlerowskie samoloty zrzucały na nasze domy bomby. Tatuś mówił, że pewnie lecą zbombardować jakieś ważne obiekty nie tylko: dworce, mosty, urzędy czy drogi.

-Z samego rana w pierwszym dniu wojny w Ostrowach rozpętała się straszna panika. Jakiś kolejarz powiedział, że na stacji będzie podstawiony wagon, żeby ludzie pakowali się bo lada moment będą tu hitlerowcy. Wieść o wagonie rozeszła się błyskawicznie. W popłochu moi rodzice pakowali dobytek. Kołdry, pierzyny, ubrania, podręczne walizki to co może się przydać, bo nie wiadomo czy tu wrócimy. Ciocia Hela Rokosa z dwumiesięcznym dzieckiem, rodzina Kierachów czyli ciocia, wujek i ich dwie córki w moim wieku oraz nasza rodzina. Przerażenie, pośpiech, pakowanie i ta myśl, że zostawiamy schorowaną babcię. Mój Boże została sama. To było straszne uczucie, że trzeba było zostawić kogoś bliskiego. Zostawiliśmy też kozy, króliki i kury.

Mała stacyjka w Ostrowach szybko zapełniała się ludźmi.

-Na dworzec rzeczywiście podstawili nam wagon. Wszyscy myśleli, że to będzie jakiś osobowy, dla ludzi, a tu podciągnęli wagon towarowy, w dodatku odkryty. Ale nikt nie patrzył na warunki tylko pakował się do wagonów, bo nadlatywały kolejne eskadry samolotów z krzyżami na skrzydłach. W panice gromadziliśmy się tam jak bydło, byle tylko uciekać. Na szczęście szybko odjechaliśmy w kierunku Częstochowy, a potem dalej. Co rusz stawaliśmy na jakichś stacjach, gdzie dosiadały się kolejne rodziny. Z opowieści rodziców wiedziałam, że jedziemy gdzieś na wschód w kierunku Ukrainy. Jechaliśmy kilka dni z wieloma postojami. Za nami został front.

Przeprawa przez Bug.

Zatrzymaliśmy się na jakiejś stacji przed wielką rzeką. Rodzice mówili, że to Bug. Tam spotkaliśmy wojsko polskie. Żołnierze mówili „gdzie wy jedziecie z takimi małymi dziećmi”. Wiem, że właśnie ci mundurowi przeprawili nasze rodziny przez rzekę i dalej musieliśmy sobie radzić. Pociąg dalej nie jechał. Od mundurowych dostaliśmy wóz konny wojskowy z takim zadaszeniem z materiału. Jako, że tatuś mój umiał mówić i po niemiecku i po rosyjsku więc w drodze było łatwiej cokolwiek załatwić. Pamiętam, że jakieś panie całowały mojego tatę po rękach i nogach prosząc, aby mogły zostać z nami, bo on zna języki, a one same nie przeżyją. Rzeczywiście tatusiowi jakimś boskim zrządzeniem udawało się dogadać i z hitlerowcami i sowietami.

W okolicy 6-7 września rodziny z Ostrów dojechały do Kowla, kiedyś była to polska miejscowość, dzisiaj należy do Ukrainy.

-Gdy dojeżdżaliśmy do Kowla z daleka widzieliśmy coś czego do dzisiaj nie mogę zapomnieć. Niebo w ogniu i okropny huk spadających bomb. Gdy po dłuższym czasie dotarliśmy do samego miasta widziałam przerażające widoki. Zniszczony duży dworzec kolejowy. Szyny od bomb były powyginane na wszelkie strony. Na torach i drogach leżało mnóstwo ciał zabitych ludzi. Widok straszny. Osoby bez rąk, bez głów i nóg. Tam tak naprawdę zobaczyłam jak straszna jest wojna. Okropność . ….

Droga do Lubitowa.

-W Kowlu zajęli się nami Ukraińcy. Przetransportowali nas do małej wsi Lubitów. Porozwozili rodziny po domach. I tu pierwszy raz zobaczyłam co to jest bieda. W jakich warunkach żyją ludzie. To był straszny widok. Ludzie mieszkali jakiś w lepiankach obok bydła. Bieda straszna, a mieszkańcy wspaniali. Ukraińcy przyjęli nas niezwykle życzliwie. Niemal wyrywali polskie rodziny do swoich domów. „Prochod do mene, ne ne do mene prochod” – przekrzykiwali się. Przed domy wynosili jedzenie. Częstowali nas. Miejscowi tylko patrzyli, zabrać Polaków do swoich domostw. Całowali nas, błogosławili dzieci, cieszyli się naszą obecnością. Dzielili się tym, co mieli. Niestety cały czas mówili w języku ukraińskim i wielu Polaków nie mogło ich zrozumieć. W nocy, gdy nas gospodyni układała do spania (szkoda, że nie pamiętam ani jej imienia, ani nazwiska) dzieli się nawet posłaniem.

Przez ponad dwa miesiące rodziny, które dojechały do Lubitowa, pomagały w pracach polowych. Zbierali dynie i owoce. Kobiety pracowały w obejściu, przy gospodarce, gotowały posiłki.

-I tak z rodziną Rokosów i Kierachów przeżyliśmy ponad dwa miesiące pod Kowlem. Pamiętam, że do tej wioski trafiły jakieś paniusie z Warszawy. Nic nie umiały zrobić przy sobie. Ani ugotować, ani wyprać, nic kompletnie. Były tak bezradne, że nawet nie potrafiły nabrać wody ze studni. Damulki warszawskie chcąc się wkupić i przypodobać miejscowym dały młodym Ukrainkom koszule nocne i bieliznę. Te któregoś dnia ubrały się w te stroje poszły na jakąś wieczorną potańcówkę. Ubaw był po pachy. Ukrainki wyglądały komicznie. To był jedyny wesoły akcent tych tragicznych dni.

Potem przyszły złe wieści. Do wsi docierały informacje, że jakieś bandy ukraińskie w sąsiednich wsiach w nocy mordowali polskie rodziny. Ludzie musieli uciekać.

-Rodzina ukraińska, u której przebywaliśmy niemal od początku września 1939 roku, też nam mówiła – „My was nie wyganiamy, my się cieszymy, że jesteście u nas, ale lepiej uciekajcie, bo zaczynają się dziać straszne rzeczy”. Nic nie rozumiałam. Najpierw nas przyjmowali z otwartymi ramionami, potem wyganiali. A jeszcze gdzie indziej zabijali. Jednej nocy spakowaliśmy się i cicho wyjechaliśmy wozami konnymi z powrotem w kierunku Polski. I znowu jechało nas kilka rodzin. Droga powrotna była strasznie ryzykowna. Bo i Niemcy i Rosjanie nie lubili Polaków. Gdy jechaliśmy jeszcze po stronie ukraińskiej widziałam jak Rosjanie prowadzili do niewoli Niemców. Mimo że granica III Rzeszy ze ZSRR była ustanowiona 17 września to jeszcze w listopadzie żołnierze tych dwóch stron prowadzili z sobą okropne walki. Jedni i drudzy nie mieli dla siebie litości. Rosjanie, którzy nienawidzili hitlerowców za naloty i bombardowania ich wsi i miasteczek, byli okrutni od Niemców. Momentami, aż było mi ich żal.

We wspomnieniach p. Wandy listopad 1939 roku był chłodnym i mokrym miesiącem.

-Mimo że nasz wóz, ten podarowany przez żołnierzy, był z zadaszeniem jechaliśmy w okropnych warunkach. Pamiętam chłód i wszystko przemoczone. Pierzyny, poduszki, ubrania wszystko zawilgocone. Jechaliśmy niemal cały czas z drobnymi postojami. Chcieliśmy jak najszybciej znaleźć się w Ostrowach. Na wozie jechaliśmy my czyli dzieci i kobiety, które zmieniały się z mężczyznami. Ktoś zawsze szedł na piechotę obok wozu, bo wojskowa furmanka była za mała dla wszystkich. Jak ten koń dał radę nas ciągnąć tyle kilometrów dziennie?  I znowu musieli przeprawiać się przez Bug. Najpierw nie chcieli ich przepuścić Sowieci, a potem Niemcy. I znowu znajomość języków przydała się w trudnych chwilach.

-Do Ostrów dojechaliśmy szczęśliwie gdzieś w połowie listopada. Wprowadziliśmy się do swojego domu przy dzisiejszej ul. Księżycowej. Niestety po nowym roku kazano nam się wynosić do drewnianego domu przy dzisiejszej ul. Żwirki i Wigury. Mieszkaliśmy tam w kilka rodzin. W naszym pierwszym domu okupanci urządzili zakład fryzjerski dla swoich i Polaków. Każdy z osobnym wejściem.

W Ostrowach było kilka ważnych dla Niemców urzędów.

Przy dzisiejszej ul. Pocztowej mieścił się urząd pracy. Tu musieli się meldować młodzi, zdrowi i silni mężczyźni, którzy byli wywożeni na roboty do Niemiec. Kobiety brali do kopania okopów. Latem całe rodziny z dziećmi chodziły do lasu. Bo Niemcy na każdą rodzinę nałożyli obowiązek uzbierania 10 litrów jagód. Kto nie uzbierał był wywożony do obozu.

Przy obecnej ul. Częstochowskiej mieściła się tajna Policja Państwowa Gestapo.

Na rogu dzisiejszych ulic 1-Maja i Częstochowskiej mieściła się Komenda Żandarmerii, gdzie esesmani w piwnicy i w pomieszczeniach stajni przetrzymywali Żydów. Polacy też tam trafiali. Nie raz było słychać okropne głosy bitych ludzi, od których gestapowcy próbowali wyciągnąć jakieś zeznania.

Okropieństwo jak tam strasznie torturowali ludzi. Zdarzało się, że ktoś nie wytrzymywał przesłuchania i bicia i wyskakiwał z okna z pierwszego piętra.

Dzisiejsza ulica M.S. Curie była zamknięta. Tylko dla Niemców. W domu doktora Tarnawskiego mieszkał komendant gestapo i kilku innych ważnych hitlerowców. Na końcu ul. Księżycowej mieściła się szkoła dla niemieckich dzieci. Gdy dzieci wieźli w takim osłoniętym wozem nikt z miejscowych Polaków nie mógł nawet zbliżyć się w domach do okien.

Epilog
Babcia przeżyła wojnę. Po naszym powrocie jakiś czas jeszcze razem mieszkaliśmy w Ostrowach, a potem wyjechała do córki do Boronowa. Co zostawiła mi wojna? Straszne wspomnienia. Do dzisiaj nie oglądam żadnych filmów wojennych, bo wracają okropne sceny. Najczęściej te z dworca w Kowlu i ci zabici ludzie. Widoki nie do zapomnienia, choć to tyle lat już minęło od wojny. Wszystko to chwilami widzę. Dziękuję Bogu, że nasza rodzina ocalała z tej wojennej pożogi. Nikt nie zginął. Jakoś nam się szczęśliwie udało przeżyć straszną wojnę.

Dodatek
(Komendantem gestapo w Blachstadt był kpt. Mathias Christiansen, pochodzący z północnych Niemiec. Człowiek ten dokonał wielu zbrodni. Odpowiedzialny był m.in. za zamordowanie 10 niewinnych zakładników w Gnaszynie. Zbrodniarz dożył spokojnie swoich dni w Hamburgu jako handlowiec. Na zdjęciu, które pochodzi ze zbiorów Pana Zbigniewa Biernackiego, właściciela Antykwarni Niezależnej w Częstochowie po lewej stronie siedzi żona zbrodniarza hitlerowskiego. Zdjęcie zrobiono w Blachowni na terenie posiadłości, należącej do doktora Longina Tarnawskiego przy dzisiejszej ul. M.S. Curie.)

Zdjęcia pochodzą z prywatnych zbiorów i internetu

W KOŃCU POSPRZĄTALI – CZEŚĆ ICH PAMIĘCI

Po tym jak napisałem, że 1 sierpnia, w 80. rocznicę Powstania Warszawskiego, pod pomnikiem zastaliśmy potłuczone znicze, a teren  ten był porośnięty  zielskiem (o złożeniu kwiatów nikt nie pamiętał),  Urząd Miejski w końcu  posprzątał opisywany teren. Na maszcie pojawiła się czysta biało- czerwona flaga.  Warto przypomnieć, że 1 sierpnia gdy pod pomnikiem posprzątaliśmy rozrzucone szkło i powyrywaliśmy zielsko to gminą od 3 miesięcy rządził Cezary Osiński, a nie Sylwia Szymańska. Uważam, że należy sprzątać na bieżąco. 

Teraz by każdy mieszkaniec zauważył posprzątane chwasty, miejsce pamięci zostało ogrodzone biało-czerwoną taśmą.
Tym razem Urząd Miejski w Blachowni nie zapomni o ważnej dla naszego narodu dacie, bo na uroczystość z okazji rocznicy wybuchu II wojny światowej zaprasza KWW Cezarego Osińskiego „Wspólnie dla Gminy Blachownia”. Zatem wczesnym rankiem zaduma, a po 12 gry, konkursy zabawy na całego i koncerty do 21. Cześć Ich Pamięci.

PSIA DUSZKA ZAPRASZA NA CHCE CI SIĘ

1 września odbędzie się półmaraton „Chce ci się”. Przy szkole w Cisiu ze swoimi czworonożnymi pupilami pojawi się Fundacja „Psia Duszka”. Będzie można bliżej poznać podopiecznych tej organizacji. Prezes Agnieszka Węgrzyn, która prowadzi hotelik  zachęca do udziału w niedzielnym evencie. Być może ktoś zakocha się w naszym psiaku i zdecyduje się na adopcję: Benia, Gajusia, Gutka czy Maksia. A może ktoś zechce zostać naszym wolontariuszem. Zapraszam w imieniu stęsknionych: za spacerami, przytulaniem i głaskaniem, piesków. 

Foto źródło fb  Fundacja Psia Duszka oraz fb Chce ci się?

1 WRZEŚNIA NA WESOŁO CZYLI NIE MA CHLEBA SĄ IGRZYSKA

„Mam nadzieję, że uda mi się państwa zaskoczyć”  6 maja Cezary Osiński

Komentarz

Kolejny raz burmistrz Cezary Osiński zaskakuje mieszkańców. Tym razem dzień 1 września (85 rocznica wybuchu II wojny światowej) włodarz Blachowni wraz z gminną  komisją rozwiązywania problemów alkoholowych, proponuje spędzić na wesoło. Zaprasza mieszkańców na wesołe grzybobranie.

Zapewne najpierw będzie zaduma, kwiaty, znicze i rozpacz nad grobami tych co polegli za Ojczyznę, a potem zabawa i beczka (może z piwem) śmiechu co niemiara. 

Będą koncerty i gwiazda wieczoru. W rocznicę najtragiczniejszej daty w historii Polski, usłyszymy piosenki m.in. „Maczo”, „Piękniejsza”, „Ja wierzę, że nadejdzie taki dzień”, które zaśpiewa Krzysztof K.A.S.A.  Kasowski. Zabawa, humor i rozrywka od zawsze kojarzyła mi się z postacią, poniekąd lubianego przeze mnie Krzysztofa Kasowskiego, ale na miłość boską panie burmistrzu nie 1 września. Oj ciekawa to będzie „Reklama” dla gminy Blachownia.

Zadziwia mnie fakt, że 15 sierpnia z okazji Wojska Polskiego burmistrz Osiński, przewodnicząca Mandryk z wybranymi przez siebie radnymi w ogromnej tajemnicy pod obeliskiem składali kwiaty, a 1 września, w dzień martyrologii narodowej, będzie huczna zabawa.

PS. Do napisania tego komentarza zachęciło mnie kilkunastu mieszkańców gminy, którzy w rozmowie ze mną nie kryli oburzenia jak można w takim dniu proponować publiczną i za publiczne pieniądze, zabawę.

foto źródło 1 KWW Cezary Osińśki, 2 UM w Blachowni  

26 SIERPNIA PARAFIALNA PIELGRZYMKA

26 sierpnia Kościół katolicki obchodzi uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej.

Tradycyjnie z parafii pw. św. Michała Archanioła wyjdzie pielgrzymka na Jasnej Górze. Warto będzie zabrać coś nieprzemakalnego, bo będzie padać deszcz. 

Msza św. o godz. 6, a potem o 6.40 pątnicy przez Łojki wyruszą w kierunku sanktuarium maryjnego.

SESJA PO SESJI

19 sierpnia radni spotkali się na sesji.
9 dni później jest kolejna nadzwyczajna sesja. Być może skarbnik gminy sobie o czymś przypomniała dlatego trzeba było znowu zaprosić radnych na sesję. Czasami podobnie było w poprzedniej kadencji Rady.
Niektórzy radni piszą do mnie, że informacja o zwołanej sesji to chyba jakiś mem albo żart bowiem  treść porządku obrad zawiera sporo błędów. Dzisiaj 24.08 zawiadomienie zostało poprawione. Brawo chochlik. 

 

KULTURALNY KOMENATRZ O CZYM HUCZY W BLACHOWNI

„Mam nadzieję, że uda mi się państwa zaskoczyć”  Cezary Osiński 6 maja

Po informacji, że burmistrz Cezary Osiński powołał Macieja Wrońskiego na stanowisko dyr. Miejskiego Domu Kultury w Blachowni odezwały się do mnie telefony, a także otrzymałem kilkanaście maili.

Pani Ania z Ostrów pisze do mnie – panie Kułakowski nie kłam pan, nie pisz bzdur, że jakiś facet z poczty zostaje dyrektorem domu kultury w Blachowni. Nikt panu w to nie uwierzy.

Pani Aniu od kłamania w gminie od lat jest kto inny. A ja zapewniam, że tę informację zasięgnąłem z bip UM.

Powyżej dowód. Choć przyznaje, że o tym kto zostanie szefem MDK pisałem już 8 lipca.  I boję się, że burmistrz się zasugerował moją notatką.

Jak widać pod umową podpisali się burmistrz Cezary Osiński i mecenas Agnieszka Glińska.

Inny telefon – od pana Jarka. Cuda panie w tej Blachowni. Osiński zaczyna swoim kolesiom odwdzięczać się i rozdawać stanowiska. Pewnie na  poczcie wszyscy się cieszą. Jakby wasza Szymańska coś takiego odwaliła to ten z Cisia by ją tak obsmarował, że hej.

Panie Jarku – bardzo proszę bez takich słów, „że kolesie”, „że rozdaje”. Pisałem i powtórzę raz jeszcze. Powierzenie funkcji dyrektora MDK człowiekowi z komitetu wyborczego Cezarego Osińskiego, który nie dostał się do Rady Miejskiej to naprawdę był przypadek. A pisanie, że Poczta w Częstochowie się cieszy to naprawdę jest już mało eleganckie. Jestem przekonany, że pracownicy do tej pory przeżywają to rozstanie.

Jeszcze inny telefon – czy można tak komuś bez konkursu powierzyć tak poważne stanowisko w gminie?

Okazuje się,  że można. I nic nie szkodzi, że Maciej Wroński ma wyższe wykształcenie techniczne. Ustawa z 1991 r. o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej nic nie mówi, że dyrektor, kierownik instytucji kulturalnej musi mieć ukończone zarządzanie kulturą jeśli ta placówka należy do samorządu. Zatem skoro ustawa w tym temacie milczy, to być może burmistrz Osiński uznał, że wystarczy, iż nowy szef MDK jest niezwykle kulturalnym człowiekiem.

Zauważyłem za to inne niedopatrzenie. Zazwyczaj w innych placówkach kulturalnych w Polsce gdy nie jest organizowany konkurs, to osoba, która chce zarządzać kulturą powinna przygotować i przedstawić koncepcję pracy danej placówki, a nie odwrotnie – najpierw ja cię posadzę na stanowisko, a potem za pół roku powiesz mi co chcesz zrobić. Oczywiście nowego dyrektora placówki kultury uspokajamy – nowa strategia MDK, która ma być gotowa 31 stycznia 2025 roku na pewno się spodoba burmistrzowi Osińskiemu. 

I jeszcze jedno spostrzeżenie. Dlaczego Cezary Osiński zatrudnił Macieja Wrońskiego na najdłuższy okres czyli od raz na 7 lat? Skąd takie zaufanie do człowieka, który nigdy nie pracował w jednostkach kultury? Czy burmistrz z góry wie jak na tym stanowisku sprawdzi się do niedawna pracownik Poczty Polskiej? 

Obecnie w MDK pracuje dyrektor, księgowa, kadrowa oraz 5 instruktorów plus pracownik techniczny.

BURMISTRZ CEZARY OSIŃSKI POWOŁAŁ MACIEJA WROŃSKIEGO, Z KOMITETU WYBORCZEGO CEZAREGO OSIŃSKIEGO, NA DYREKTORA MDK W BLACHOWNI

„Mam nadzieję, że uda mi się państwa zaskoczyć”  6 maja Cezary Osiński

Dzisiaj burmistrz Cezary Osiński powołał Macieja Wrońskiego na stanowisko dyr. Miejskiego Domu Kultury w Blachowni.

I to, że Poczta Polska (gdzie pracował Wroński) planuje w tym roku zwolnienia grupowe, które obejmą łącznie, aż 10 tys. osób, a nowy szef MDK jest z Komitetu Wyborczego Cezarego Osińskiego, to zupełny przypadek. 

O tym, że Wroński może zostać szefem MDK pisałem już 8 lipca.

Nieoficjalnie mówi się, że przegrana batalia o fotel w Radzie dla Macieja Wrońskiego może okazać się niebotycznym sukcesem finansowym. Bowiem nowy szef MDK może pobierać wysokość nawet 6. diet radnego czyli zarabiać ponad 6 tys. zł. Co bardziej wtajemniczeni mówią o pensji 9 tys. zł. Ale to na pewno plotki więc ich nie powtarzajcie.  

Za nowym szefem placówki kulturalnej w Blachowni przemawia wykształcenie – wyższe techniczne. Kandydat chwali się ukończeniem studiów podyplomowych z zakresu ochrony danych osobowych. Zazwyczaj szefowie placówek kulturalnych powinni mieć ukończone studia administracja i zarządzanie kulturą. W tym przypadku nie było żadnego konkursu na stanowisko dyrektora MDK stąd nikt nie stawiał wymagań wykształcenia w kierunku zarzadzania kulturą. Nieoficjalnie mówi się, że dotychczasowa dyr. placówki Jolanta Kwindacz nie miała wyjścia musiała ustąpić. Teraz z tą samą pensją będzie kadrową w MDK, a potem przejdzie na emeryturę. Są to jednak nieoficjalne informacje dlatego nic nikomu nie mówcie.

Komentarz

Mam nadzieję, że teraz kultura w Blachowni nie będzie trafiać do naszych mieszkańców wyłącznie korespondencyjnie. A swoją drogą już widzę jakie byłoby podniesione larum w gminie gdyby Sylwia Szymańska na to stanowisko mianowała kogoś przegranego ze swojego komitetu wyborczego. Strach pomyśleć. Zapewne szybko by się o tym dowiedziała Prokuratura Rejonowa i co gorsza Komisja Rewizyjna RM w Blachowni. Teraz czekamy na obsadzenie stanowiska prezesa OSiR.

foto źródło 1 i 3 KWW „Wspólnie dla Gminy Blachownia”

JA POWIEM TAK CZYLI SESJA OD KUCHNI

Na zakończenie środowej sesji radny Marcin Matuszewski burmistrzowi Cezaremu Osińskiemu  nieopatrznie zadał pytanie o kuchnię w SP 1 – czym poirytował włodarza gminy.

-Nie pytam się o termin otwarcia, bo to już pan powiedział, że kuchnia w szkole przy ul. Sienkiewicza ruszy od 2 września, ale pytam ile do tej pory na ten cel wydano pieniędzy – zaciekawił się radny.

-Ja powiem tak. 😤 Jest taka nagonka na temat kuchni. Wszystkich zaczęło interesować jakie są koszty uruchomienia tej kuchni. Wszystkie szkoły w naszej gminie mają kuchnię tylko nie ma „Jedynka”. 😤 Ja nie wiem czy pan radny jest przeciwny tej kuchni? Ja powiem tak. 😤 Jeżeli jesteście przeciwni tej kuchni to powiedzcie. Do tej pory wydano 71 tys. zł., ale kwota ta nie jest ostateczna. Pan dyrektor szkoły włożył tle pracy i ja mu chylę czoła – powiedział Cezary Osiński.

-Panie burmistrzu – oczywiście, że jestem za tym, aby dzieci jadły dobrze, smacznie i zdrowo. Nie mam nic przeciwko kuchni, ale pytam w imieniu rodziców, którzy interesują się tym tematem – ripostował radny Matuszewski.

-Nie rozumiem emocji u pana burmistrza -stwierdzenie, że radni robią nagonkę. Gdzie to miało miejsce? Dzisiaj kolega Matuszewski zadał pytanie bo tematem tym interesują się rodzice. Nie wiem czym się burmistrz tak denerwuje – radni mają prawo pytać. Może pan za dużo czyta – dodał radny Tomasz Rećko.

Jeszcze inny radny Sebastian Szczepaniak podniósł ciśnienie burmistrzowi dopytując – a co z posiłkami dla dzieci ze szkoły przy ul. Bankowej?

-To jest kwestia umówienia się z sanepidem. Plan jest taki, że do końca roku posiłki będą tam dowożone specjalnym samochodem, na zasadzie cateringu – odpowiedział burmistrz Osiński.

Radny Marcin Matuszewski, wyraźnie był w formie, bo na sesji dopytywał jeszcze o sprawę złożenia 15 sierpnia po godz. 8 w wielkiej tajemnicy wieńca pod obeliskiem na Pl. Niepodległości przez burmistrza Cezarego Osińskiego i 8 radnych na czele z przewodniczącą Edytą Mandryk. -Dlaczego inni radni nie zostali o tym poinformowani? Uroczystość ważna i zapewne zjawiłbym się z harcerzami.

-Edyta Mandryk odpowiedziała – macie państwo jeszcze jakieś pytania? W związku z wyczerpaniem porządku obrad zamykam V sesję Rady Miejskiej w Blachowni – dziękuję.

foto 2, 4, 5 źródło UM w Blachowni

STANOWISKO SYLWII SZYMAŃSKIEJ

Sylwia Szymańska z zażenowaniem przyjęła decyzję Rady Miejskiej w Blachownia podjętą na środowej sesji.

Zemsta jest dla ust najsłodszym kęskiem, jaki kiedykolwiek ugotowany został w piekle, a mściwość odbiera rozum i rozsądek, bo jestem pewna, że to chęć zemsty pokierowała Panią Przewodniczącą, która wspólnie,  z równie rządnym zemsty – pseudo redaktorem z Cisia uknuli plan działania.

Wszystko wskazuje na to, że Rada Miejska w Blachowni, a zwłaszcza komisja rewizyjna cierpi na brak zajęcia. Czas, który warto by było  poświęcić na pracę na rzecz mieszkańców zostanie spożytkowany na weryfikację postanowienia prokuratury, albowiem tożsame doniesienie przez ponad  2, 5 roku analizowała już na zlecenie Pana Pawła G. Prokuratura Rejonowa  w Częstochowie. Dokładnie chodziło o rzekome nieprawidłowości przy przetargach na zimowe utrzymanie dróg, zakup dwóch kontenerów sanitarnych, udrożnienie dróg i koszenie poboczy , modernizacji instalacji elektrycznej i odgromowej UM w Blachowni. Żaden z wielu zarzutów nie został potwierdzony, Prokurator PR po zapoznaniu się z materiałem zgromadzonym w toku postępowania, po zaciągnięciu opinii biegłych umorzył śledztwo wobec stwierdzenia, że zachowania nie zawierają znamion czynu zabronionego, w postanowieniu wskazał, że gmina Blachownia odniosła wręcz korzyści polegające na uporządkowaniu ładu przestrzennego i rozwoju infrastruktury, zrealizowane inwestycje przyczyniły się do zapewnienie stabilności i wzrostu, a urzędnicy swoją pracę  wykonali z należytą starannością i zgodnie z prawem. Wówczas postępowanie było prowadzone na zlecenie Pawła G. Obecnie, również na zlecenie Pawła G., kontrolę w tym zakresie prowadzić będzie komisja rewizyjna. Czy w naszej gminie nie ma czym się zająć? Czy Radni nie powinni pracować nad wypracowaniem rekomendacji dla nowego burmistrza w zakresie wprowadzenia zmian sprawniejszego zarządzania gminą? W kampanii wyborczej komitet wyborczy Cezarego Osińskiego zapowiadał szereg zmian i poprawę jakości usług. Tymczasem będzie on poświęcał czas na rozliczanie, kontrolowanie i sprawdzenie działalności burmistrza i urzędników poprzedniej kadencji. Jak to się ma do przyjętego jednogłośnie za rok 2023 absolutorium? Mam przekonanie, że Radni, którzy zagłosowali za podjęciem kontroli pogubili się w swoich działaniach i sami sobie przeczą.

Prokurator powołał biegłych. Czy Radni są tak biegli, aby kontrolować prokuraturę? A, czy w konsekwencji jednogłośnego głosowania za udzieleniem absolutorium  – budżet za rok 2023 został wykonany prawidłowo, czy też nie? Skoro Pan Paweł G. ma tak wiele zastrzeżeń, to jednogłośne podjęcie uchwały za udzieleniem absolutorium było błędem?

PS. Mieszkańcy wskazują mi, że w naszej gminie mamy nowe zjawisko SYLWIOFOBIĘ  i faktycznie, jeśli taki ważny organ Gminy jakim jest Komisja Rewizyjna zostaje zaangażowany w „gonienie króliczka”, to to już jest fobia, która przysłania ważne dla Gminy sprawy i to nie jest śmieszne. 

NAJBARDZIEJ BOJĘ SIĘ…

Życzenie właściciela strony gminablachownia.pl zostało spełnione. Radni Blachowni na dzisiejszej sesji głosami 8 do 5 zdecydowali, że Komisja Rewizyjna, na życzenie właściciela gminablachownia.pl, ma przeprowadzić dodatkowe kontrole, nie objętej planem pracy KR. Chodzi o rzekome zarzuty pod adresem Sylwii Szymańskiej. Jeszcze przed głosowaniem radny Tomasz Rećko zapowiedział, że będzie głosować przeciwko. Pytał jednocześnie jak KR chce zweryfikować wniosek w ciągu regulaminowych 45 dni skoro Prokuratura Rejonowa w Częstochowie przez ponad 2 lata badała te same zarzuty przedstawione mieszkańca z Cisia. Do obiektywnego wyjaśnienia prokurator powołała nawet biegłych, i wszystkie 37 zarzutów przeciwko burmistrz Szymańskiej zostały odrzucone. Komisja uznała inaczej. 

Życzenie właściciela strony gminablachownia.pl w głosowaniu spełnili radni: Edyta Mandryk, Ewa Contucci, Olga Janas, Radosław Michalik, Joanna Piątkowska, Jacek Rogut, Piotr Włoczek i Jakub Próba.

Przeciwni byli radni: Barbara Bagmat, Ewelina Gajzner, Marcin Matuszewski, Tomasz Rećko, Sebastian Szczepaniak. 

Radni Jarosław Jamorski i Marek Makowski byli nieobecni na sesji.

Komentarz

Dla mnie jest oczywistym, że mamy do czynienia z dalszymi próbami niszczenia w oczach opinii publicznej Sylwii Szymańskiej. Zaciągnięcie do tego KR, aby zbadała to co odrzuciła prokuratura i jej biegli, jest po prostu nikczemne. Zapewne pociągający w tej sprawie za sznurki teraz będą mówić „ale to nie my to komisja rewizyjna chciała”.  Zastanawiam się jak teraz KR chce zbadać ponad 300 stronicowy wniosek i to w 45 dni? Teraz komisji otworzą się oczy, bo będą musieli przesłuchać urzędników nagrodzonych sowitymi podwyżkami przez burmistrza Cezarego Osińskiego, którzy organizowali i odpowiadali za przeprowadzenie przetargów czy konkursów. Przecież pod rozstrzygniętymi przetargami podpisywali się merytoryczni urzędnicy, skarbnik, a parawkę stawiał mecenas. To co nie wiedzieli pod czym się podpisywali? Być może teraz  komisja na koszt podatników powoła swoich biegłych, aby udowodnić jak bardzo w swej decyzji myliła się Prokuratura Rejonowa w Częstochowie oraz biegli organu ścigania. Obawiam się, że Komisja Rewizyjna został wpuszczona w niezłe maliny. Bowiem KR w składzie: Jakub Próba – przewodniczący, Radosław Michalik – wiceprzewodniczący, Sebastian Szczepaniak i Joanna Piątkowska (jedna z radnych zdążyła uwolnić się od komisji rewizyjnej i przeszła do komisji budżetu) po przeprowadzonym „śledztwie” będzie musiała sporządzić raport. Na jakie podstawie? Będą wzywać urzędników, poprzednią burmistrz czy tylko przepiszą to co jest we wniosku właściciela strony gminablachownia.pl i napiszą Szymańska WINNA? A może raport za komisję napisze jakiś mecenas?   

Cała ta sytuacja przypomina mi wpis na fb pewnego pana z Blachowni, który niedawno cytował Gustawa Holoubka. Nasz znakomity aktor pytany – czego najbardziej boi się w życiu odpowiedział https://www.youtube.com/watch?v=SbyJghjSZ4w

 

zdjęcie pochodzi z posiedzenia połączonych komisji, które prowadziła Edyta Mandryk, przewodnicząca Rady Miejskiej.

CO W BLACHOWNI 🗣️

Po upalnych dniach w poniedziałek w Blachowni spadł deszcz i przyszło znaczne ochłodzenie.

Mieszkaniec naszej gminy nie może się nadziwić kto wpadł na pomysł, aby w chłodny dzień w Blachowni postawić kurtynę wodną. -To jakiś absurd i  kpina z ludzi. Gdy mieliśmy upały, kurtynę zabrano. A teraz mamy 18 stop. C, z nieba leje deszcz, a z kurtyny… woda. Gmina cudownie nas zaskakuje, dba abyśmy się nie przegrzali. Obawiam się, że ten kto postawił tę kurtynę, wcześniej miał udar słoneczny – komentuje p. Janusz, który nadesłał to zdjęcie.

zdęcie źródło p. Janusz

CZY KTOŚ CHCE RADNYCH WSADZIĆ NA MINĘ?

Na dzisiejszej sesji wśród kilku punktów najciekawszym wydaje się być sprawa zlecenia Komisji Rewizyjnej Rady Miejskiej w Blachowni
przeprowadzenia dodatkowej kontroli, nie objętej planem pracy Komisji Rewizyjnej.  Chodzi o zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez byłą burmistrz Blachowni Sylwię Szymańską. 

Prowadząca zeszłotygodniowe posiedzenie połączonych komisji Edyta Mandryk, która zarazem pełni funkcję przewodniczącej Rady Miejskiej, (w poprzednich kadencjach było zabronione, aby przewodnicząca RM prowadziła połączone komisję i jeszcze brała udział w głosowaniu) zachęcała radnych do dyskusji i zajęcia stanowiska w sprawie wniosku skierowanego przez mieszkańca Cisia, właściciela strony internetowej gminablachownia.pl.

Przewodnicząca Mandryk niezdecydowanie radnych, starała się ożywić cytatami (ponad 300 stron) z wniosku gdzie były zawarte rzekomo niezbite dowody, iż Szymańska łamała prawo, dlatego komisja rewizyjna powinna się nią zająć. 

Edyta Mandryk czytała we wniosku m.in. pozyskane materiały prasowe dotyczące usług wykonywanych na rzecz Gminy Blachownia, świadczą o możliwości popełnienia przez byłego Burmistrza Blachowni Sylwię Szymańską przestępstw polegających na przekroczeniu swoich uprawnień, niedopełnieniu obowiązków służbowych, naruszeniu dyscypliny finansów publicznych i złamaniu ustawy o zamówieniach publicznych ze szczególnym zlecaniem różnym podmiotom usług z pominięciem ustawy o zamówieniach publicznych na łączną kwotę co najmniej 2.450. 000 zł.

Radni nieśmiało pytali dlaczego komisja rewizyjna tej kadencji ma się zajmować sprawami poprzednich kadencji czy ma do tego uprawnienia czy to jest zakres działalności KR – padały pytania.

Prowadząca posiedzenie nie ustępowała i dalej czytała wniosek z kolejnymi zarzutami pod adresem Szymańskiej. Sprawa oskarżeń dotyczyła m.in. usług na zimowe utrzymanie dróg gminnych, usytuowanych w granicach administracyjnych Gminy Blachownia od 1 stycznia 2015 roku do 21 września 2021 roku. Podobno miało to się odbywać z naruszeniem prawa. W obszernym wniosku mieszkaniec Cisia wspomina o nieprawidłowościach świadczeniu usług śmieciowych. Często pada nazwa firmy handlowo-usługowej …… .

No jak państwo myślicie powinniśmy skierować ten wniosek do komisji rewizyjnej? Powinniśmy go przegłosować? Proszę się wypowiadać – dalej zachęcała Edyta Mandryk.

Ostatecznie na komisjach połączonych nie doszło do głosowania. A sprawa ma się rozstrzygnąć na dzisiejszej sesji.

I teraz ciekawostka. Skargą mieszkańca Cisia zawartą w obszernym wniosku na działania burmistrz Szymańskiej osobnym trybem przez wiele miesięcy zajmowała się Prokuratura Rejonowa w Częstochowie i jasno odpowiedziała właścicielowi strony gminablachownia.pl

Osobiście nie mam wątpliwości, że donosy na ówczesną burmistrz miały ją zdyskredytować w oczach mieszkańców. I jak widać po wyborach cel został osiągnięty. Ludzie uwierzyli w zarzuty. 
A co Prokuratura Rejonowa w Częstochowie stwierdziła?

Po szczegółowym zapoznaniu się z materiałami śledztwa w sprawie podejrzewania przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków służbowych przez burmistrz Blachowni, Prokuratura Rejonowa odrzuciła wszystkie oskarżenia.

Zawiadomienia były składane przez byłego sołtysa Cisia w okresie od stycznia 2015 do grudnia 2021 roku. W tym czasie zdaniem zawiadamiającego miało dojść do nieprawidłowości przy zamówieniach publicznych w Urzędzie Miejskim w Blachowni m.in. na zimowe utrzymanie dróg, zakup dwóch kontenerów sanitarnych z wyposażeniem, udrożnienia dróg i koszenia poboczy, budowy tężni solankowej, wykonania robót ziemnych, wywozu śmieci na terenie gminy czy usług gastronomicznych z pominięciem procedur przetargowych. Wobec stwierdzenia braku danych dostatecznie, uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa, postępowanie umorzono. (Art. 17 & 1 Kodeksu Karnego przy zast. art. 12 & 1 KK).   

Kolejne  donosy dotyczyły m.in. modernizacji instalacji elektrycznej i odgromowej UM w Blachowni, z góry powziętego zamiaru przekroczenia uprawień przez urzędników UM, wykonania instalacji gazowej CO w MDK, rewitalizacji pasa zieleni śródmiejskiej, renowacji świetlicy w szkole podstawowej w Łojkach, nieprawidłowości przy dzierżawie nieruchomości przy ul. Sienkiewicza czy nawet przyjęcia korzyści majątkowej oraz nieudostępniania informacji publicznej.

I w tym przypadku wobec stwierdzenia przez prokuratora, iż brak jest danych dostatecznie uzasadniających podejrzenia popełnienia przestępstwa sprawy umorzono.  (art. 17 & 1 pkt 1 Kodeksu Postępowania Karnego)   

Jak informuje prokurator w uzasadnieniu, w toku trwania postępowania, przeprowadzono analizę zgromadzonego materiału dowodowego, powołano biegłych z zakresu zamówień publicznych i nieruchomości.  Wielokrotnie przesłuchiwany mieszkaniec Cisia potwierdził swoje doniesienia. W czasie prowadzonego postępowania okazało się, że między powiadamiającym z Cisia, a burmistrzem Blachowni istnieje bogata historia interakcji, w tym na drodze prawnej, która zakończyła się skazaniem świadka z Cisia za czyny z art. 212 KK (k 264, k 265-400, k 410-601.

W trwającym 2,5 roku postępowaniu przesłuchano 9. obecnych i były urzędników, a także wykonawców robót, członków rodzin.  Jak wskazał prokurator PR w Częstochowie sam fakt braku dowodów o możliwości popełnienia różnych czynów zabronionych przez funkcjonariuszy publicznych zatrudnionych w UM w Blachowni, pozwala na obalenie twierdzeń zawiadamiającego, iż doszło do naruszenia wskazanych przepisów.  Postanowienie o umorzeniu śledztwa zawiera 37 stron.Komentarz 

Zapewne z tego wyroku mogą się cieszyć także sami urzędnicy, którzy przecież organizowali różne przetargi, a teraz od burmistrza Cezarego Osińskiego otrzymali sowite podwyżki. Czy wobec stanowiska Prokuratury Rejonowej teraz radni Blachowni będą chcieli podjąć inną decyzję niż częstochowski organ ścigania? Co ciekawe – jedna z radnych już złożyła wniosek o rezygnację z pracy w Komisji Rewizyjnej, której przewodniczy Jakub Próba.