RAPER W związku z wulgaryzmami na dniach Blachowni ja też chciałbym zarapować dla pana Osińskiego
Miał być koncert, święto miasta, wspólna sprawa,
a wyszła lekcja, jak wygląda kulturalna obława.
Dzieci pod sceną, rodzice z miną jak po karze,
a ze sceny lecą przekleństwa, których nie powtórzę w dobrej wierze.
Publiczna kasa, publiczny plac, publiczny wstyd,
ktoś podpisał umowę, ktoś dziś udaje, że nie słyszy nic.
Nie chodzi o rap, rock, disco czy inne granie,
chodzi o poziom, gdy dzieci stoją pod sceną w tłumie.
Kultura nie kończy się na plakacie i scenie,
bo liczy się treść, nie tylko światła i brzmienie.
Jak zapraszasz ludzi z rodziną na miejskie granie,
to nie rób z rynku miejsca na wulgarne kazanie.
Nie jestem święty, nie żyję pod kloszem,
ale są miejsca i czas, gdzie pewnych rzeczy nie wnoszę.
Dziecko nie musi znać słownika spod bramy,
bo ktoś pomylił koncert rodzinny z klubem dla pijanych.
To nie był występ, to był organizacyjny błąd,
za który dziś powinien ktoś odpowiedzieć wprost.
Nie „było fajnie”, nie „ludzie się bawili”,
bo część rodziców po prostu z dziećmi stamtąd się zwinęli.
Jak urząd robi imprezę, to niech bierze odpowiedzialność,
a nie chowa się za sceną, gdy wychodzi niewygodna prawda.
Bo mieszkańcy płacą, mieszkańcy słuchają,
i mają prawo pytać, kto im taki poziom zafundował.
Można robić mocno, można robić z charakterem,
ale nie trzeba przy dzieciach rzucać każdym przekleństwem jak kamieniem.
Artysta ma wolność, jasne, nikt mu jej nie zabiera,
ale rodzinny festyn to nie piwnica rapera.
Miasto miało się bawić, wyszło niesmacznie,
a tłumaczy się to potem: „przecież było inaczej”.
Nie, było dokładnie tak, jak ludzie słyszeli,
i właśnie dlatego wielu dziś mówi: dość tej ściemy.
A swoją droga sprawa nadaje się do organów ścigania dlaczego ze sceny leciały brzydkie słowa kto na to pozwolił.
A Biedni mieszkańcy Cisia. Po tym jak zostały zatrudnione Wręczyckie specjalistki, ledwie uspokoiła się „Cisianska bestia”- słynny fejkomiotacz ,który swoimi chorymi wpisami zatruł pół województwa Śląskiego, to znów na mieszkańców Cisia napadła kolejna plaga. Tym razem w postaci ” Sekty obiecałkow”. Na ile burmistrzowi i jego pomocnikowi radnemu, jest łatwo obiecywać i nie wykonać swoich obietnic, to dziwne jest uczestniczenie w tej farsie radnych z Powiatu. Przecież wiadomo że mieszkańcy chcą chodnika, drogi i kanalizacji. To po co robić zebranie? Czy to nie drwiny z ludzi żeby ośmieszyć się w większym gronie?
Załamana To, co wydarzyło się na koncercie w piątek, było absolutnym brakiem szacunku wobec mieszkańców, rodzin i dzieci. Publiczna impreza finansowana z naszych pieniędzy nie powinna zamieniać się w pokaz wulgaryzmów i żenady. Ktoś za to odpowiada i powinien się z tego wytłumaczyć. Jeżeli organizatorzy uważają, że przekleństwa ze sceny przy małych dzieciach to „rozrywka”, to chyba czas poważnie przemyśleć, kto decyduje o programie takich wydarzeń. To nie był koncert dla mieszkańców, tylko kompromitacja za publiczne pieniądze. Oczekuje, że radni zapytają Pana Burmistrza o te wulgaryzmy co miały znaczyć?
LUDŹ Nie każdy koncert musi przypaść wszystkim do gustu, ale każdy występ na publicznej, miejskiej imprezie powinien trzymać podstawowy poziom. Wulgaryzmy przy dzieciach to nie „artystyczna ekspresja”, tylko zwykły brak kultury. Cytuje : Jestem pimpem. Ideologicznie jebi. ku… i pieprzę system. Mam burd.. w studiu i we łbie czyściec….. Jeśli to ma być sposób na promowanie miasta i integrację mieszkańców, to gratuluję pan Osińskiemu, panu Wrońskiemu i pani Kolman — efekt był dokładnie odwrotny. Ludzie przyszli się bawić, a część musiała uciekać z dziećmi, bo ze sceny płynęła fala przekleństw. Wstyd.
(U) Urząd się bawi na kredyt? Czas na referendum? Kiedy zadłużenie gminy rośnie, władza powinna liczyć każdą złotówkę dwa razy. Nie dlatego, że mieszkańcom nie należą się wydarzenia kulturalne, koncerty czy wspólne świętowanie. Należą się. Ale należą się także rozsądek, odpowiedzialność i uczciwa rozmowa o tym, kto za tę zabawę zapłaci. A zapłacą mieszkańcy.
Na koniec 2023 roku zadłużenie Gminy Blachownia wynosiło 18 mln 213 tys. zł. Przez 10 lat burmistrzowania Sylwii Szymańskiej zadłużenie wzrosło o około 3,8 mln zł, przy jednoczesnych ponad 100 milionowych inwestycjach w rozwój gminy. Można się spierać o decyzje, priorytety i tempo zmian, ale trudno udawać, że pieniądze nie szły na konkretne przedsięwzięcia. Tymczasem — jak wynika z analizy finansowej Gminy Blachownia, w części dotyczącej zadłużenia — za obecnego burmistrza Cezarego Osińskiego, za zgodą 11 radnych, zadłużenie na koniec 2025 wzrosło do 26 mln 850 tys. zł. To oznacza wzrost o ponad 8,6 mln zł względem końca 2023 roku. I w takiej sytuacji urząd organizuje trzydniowe Dni Blachowni? Naprawdę? Gdy domowy budżet się nie spina, rozsądna rodzina nie organizuje trzydniowego przyjęcia na kredyt. Najpierw opłaca rachunki, ogranicza wydatki i zastanawia się, co jest konieczne, a co może poczekać. Gmina powinna działać podobnie. Bo gmina to nie prywatny folwark władzy, tylko wspólnota mieszkańców, którzy z własnych podatków utrzymują urząd, inwestycje, wydarzenia i — niestety — także długi. Nie chodzi o to, żeby w Blachowni było smutno. Nie chodzi o to, żeby mieszkańcom odebrać możliwość spotkania, koncertu czy święta miasta. Chodzi o proporcje. Przy rosnącym zadłużeniu wystarczyłby jeden dzień — na naszej scenie, z lokalnymi artystami, z udziałem mieszkańców, dzieci, stowarzyszeń i klubów. Bez finansowego rozmachu, bez udawania, że wszystko jest w najlepszym porządku. Bo nie jest !!!! Jeśli zadłużenie rośnie do 26 mln 850 tys. zł, to władza powinna wysłać jasny sygnał: oszczędzamy tam, gdzie możemy. Pokazujemy mieszkańcom, że zaczynamy od siebie. Rezygnujemy z przepychu. Ograniczamy koszty. Nie bawimy się na kredyt.
Tymczasem mieszkańcy mogą odnieść wrażenie, że urząd funkcjonuje według zasady: dziś scena, muzyka i uśmiechy do zdjęć, a jutro kredyt spłacą inni. Tylko że „inni” to nie abstrakcja. To mieszkańcy Blachowni. To ich podatki. To przyszłe budżety. To inwestycje, które być może trzeba będzie odłożyć. To wydatki, które będą ciążyć na gminie przez kolejne lata. Władza lubi przecinać wstęgi i organizować wydarzenia. Gorzej, gdy trzeba tłumaczyć liczby. A liczby są bezlitosne. Zadłużenie nie znika po ostatnim koncercie. Nie kończy się wraz z ostatnim akordem. Nie rozchodzi się razem z publicznością do domów. Ono zostaje — w budżecie, w dokumentach, w kolejnych ratach i odsetkach. Dlatego pytanie jest proste: czy przy tak rosnącym zadłużeniu naprawdę stać nas było na trzydniowe Dni Blachowni? Moim zdaniem — nie.
Stać nas było na jeden rozsądny dzień. Taki, który łączy mieszkańców, ale nie udaje, że gmina ma worek pieniędzy bez dna. Taki, który pokazuje szacunek do wspólnoty i do publicznych finansów. Taki, po którym nikt nie musiałby pytać, czy urząd przypadkiem nie bawi się za pożyczone pieniądze. Jeżeli obecna władza nie potrafi powstrzymać lawinowego wzrostu zadłużenia, a jednocześnie pozwala sobie na kosztowne wydarzenia i decyzje budzące poważne wątpliwości, mieszkańcy mają prawo powiedzieć: dość. Mają prawo domagać się pełnych wyjaśnień. Mają prawo pytać radnych, dlaczego zgodzili się na taki kierunek. I mają prawo rozważyć organizację referendum w sprawie odwołania burmistrza.
Mieszkańcy widzą rosnące zadłużenie, brak realnych oszczędności i decyzje, które mogą świadczyć o niegospodarności, decyzja o referendum staje się nie tylko uzasadniona, ale wręcz konieczna. Bo gmina nie jest własnością burmistrza ani grupy radnych. Gmina jest własnością mieszkańców. Świętować można mądrze! Na kredyt — NIE WYPADA
Kelly Familia Komisja do spraw alkoholowych była jednym z organizatorów tej imprezy? To dla tego O.S.T.R krzyczał ze sceny „alkoholicy w lewo, a ćpuny w prawo i kto głośniej krzyknie!”. Być może Urząd chciał wszystkich przeliczyć? Brawo! Sprytnie pomyślane!
Seniorka Chciałaby zapytać Pana Burmistrza dlaczego pan zezwolił, aby na święcie naszej gminy ze sceny wypowiadano wulgarne słowa. Ile zapłacił pan za przekleństwa?
Mietek z OS Wierzę, że Pan Burmistrz transparentnie pokaże mieszkańcom pełne koszty trzydniowych Dni Blachowni. Być może okaże się, że jako podatników nic nas to nie kosztowało. Być może wszystkie sceny, koncerty, ochrona, nagłośnienie, oświetlenie, promocja, zabezpieczenie medyczne, sprzątanie i cała obsługa wydarzenia zostały sfinansowane z innych źródeł niż budżet gminy. Dlatego mieszkańcy powinni poznać pełne zestawienie kosztów: faktury, umowy, wykonawców, źródła finansowania i rozliczenie całego wydarzenia. Transparentność nie powinna być problemem, jeśli wszystko zostało zorganizowane rozsądnie i gospodarnie. Czekamy więc na konkrety. Bo jeśli Dni Blachowni rzeczywiście nic nie kosztowały podatników — wszyscy chętnie to zobaczymy, a jeśli kosztowały to chcemy wiedzieć ile?
@interia.pl Ciekawe, czy jest jeszcze taki przypadek na świecie że ktoś pomógł wygrać wybory a teraz doi władzę bez końca już wciągu dwóch lat? komunikacja doi, alkoholówka-doi, chłop z Cisia-doi, a teraz jeszcze jakaś fabryka się przyplątała. Wystarczy już naszą Blachownie doić, ta krowa już padła!
foto źródło UM w Blachowni

